216 dzień wyprawy
Droga 299 to jedna z ładniejszych dróg, widokowo, jakimi ostatnio jechaliśmy. Cały czas w kanionie wzdłuż rzeki Trinity. Naprawdę pięknie. Góry dookoła i dosyć wysoko.. Spaliśmy gdzieś na poboczu, na starej drodze, a raczej jej fragmentach i tego co z niej zostało po przebudowie. Zimno. Nad ranem chyba 10 stopni było. Ale po porannej kawie zjechaliśmy do Redding i cieszyliśmy się odebranym naszym piekarnikiem. Nie obyło się bez problemów. Okazało się że są dwa Savewaye na tej ulicy, wic w pierwszym walczyliśmy przy Amazon locker (takim paczkomacie) żeby wydobyć naszą paczkę… Nie udało się. Zapytałam pana z obsługi sklepu, spojrzał na adres już mówi, że to ten drugi sklep… W drugim na szczęście poszło bezboleśnie. Wstukaliśmy kod, który dostaliśmy od Łukasza (bo przesyłkę nam załatwiał) i już po chwili mieliśmy paczkę w rękach…

Potem pojechaliśmy na małe zakupy do Walmarta i już mieliśmy jechać w stronę parku Whistkeytown, ale ledwo ruszyliśmy spod supermarketu, Krzysiek patrzy na zegar wskazujący temperaturę wody w silniku (układu chłodzenia) a ten tu zaczyna rosnąc i rosnąć. Zanim doszedł do 100 stopni, zatrzymaliśmy się na stacji. Krzysiek był przekonany że to czujnik się zepsuł, to najważniejszy czujnik dotyczący monitoringu pracy silnika i nie mogliśmy absolutnie tego po prostu tak zostawić. Podnieśliśmy maskę i szukamy najpierw usterki wskaźnika, bezpiecznika, podłączenia, czujnika… Nic. A silnik w sumie gorący.


Co prawda dzień dziś bardzo ciepły, ale bez przesady, by w ciągu 10 minut się nam tak silnik nagrzał. Po parunastu minutach Krzysiek odkrył że ubyło sporo płynu chłodzenia w zbiorniku. Niedobrze. Co sugeruje duży wyciek. Po paru minutach śledztwa i oględzin okazuje się, że spore pozostałości płynu widać na żeberkowanej osłonie sprzęgła. Już wiemy, że jest wyciek, dalsze poszukiwania ujawniły pęknięcie gumowego przewodu pomiędzy nagrzewnicą a silnikiem. Tak się złożyło że akurat w tym momencie za mała ilość płynu powodowała grzanie się silnika.
Na szczęście taka awaria to prawie nie awaria. (ale mogło się skończyć tragicznie) dobrze, że usterkę bardzo szybko wykryliśmy, co było możliwe dzięki zainstalowaniu dodatkowego wskaźnika temperatury płynu chłodzącego. Oryginalny fabryczny nie jest miarodajny.
Szybka operacja. Znajdujemy niewielki parking z kawałkiem cienia, przestawiamy się kilkanaście metrów dalej i zdejmujemy całkowicie maskę, aby mieć lepszy dostęp. Całe szczęście przewód można było skrócić 2 cm i nałożyć go z powrotem, na króciec metalowy wystający z głowicy silnika.

Potem już spokojnie (lub trochę mniej spokojnie) jedziemy do Whiskeytown, znajdujemy piękne miejsce nad jeziorem i zabieramy się za testowanie naszego nowego piekarnika,. Wcześniej jednak jemy hamburgery. To już taka mała tradycja, podyktowana względami ekonomicznymi. Po prostu bułki do hamburgerów są pakowane po 8 sztuk. Oznacza to, że w miarę szybko musimy w ciągu paru dni, zjadać po kolejne dwa hamburgery…


Drożdżówka którą Krzysiek piecze jest po prostu koncertowa, zważywszy na polowe warunki. Wyszła idealnie, kupiliśmy w Walmarcie aluminiowe foremki i dwie małe drożdżówki upieczone w 25 minut każda.
Niestety przyjeżdża ranger i mówi że tu nie wolno nocować. Niestety na noc musimy odjechać 19 km od parku. Taka w USA zasada, nie wolno w Parkach Narodowych nocować. Żadną miarą. Nie będziemy ryzykować, że w nocy ktoś nas będzie niepokoił…
Wracamy na to samo miejsce gdzie spaliśmy wczoraj…
1.10.2023
————————————–



