234. Bodie – ghost town, czyli miasteczko duchów

234 dzień podróży

Wczoraj wieczorem gdy przyjechaliśmy na pustynną miejscówkę na nasz nocleg, okazało się że mamy małą awarię. Ciekło nam paliwo z wężyka, przymocowanego do pompki dodatkowego zbiornika paliwa. Dziwna awaria, bo nie było uszkodzenia mechanicznego, jednak wężyk pękł i sączyło się paliwo. Krzysiek musiał wężyk skrócić, tak by ten fragment wężyka z którego ciekło odciąć. W każdym razie wyglądało groźnie, ale finalnie było to nic strasznego. Rano posprawdzaliśmy  wszystko jeszcze raz dokładnie i ruszyliśmy w drogę.

Takie widoki do porannej kawy

Naszym celem jest teraz powrót do San Francisco, a konkretniej to San Mateo na południe od tej dużej metropolii. Tam będziemy wymieniać tłumik, w warsztacie Grzegorza. Tłumik już od 5 dni na nas czeka, także jesteśmy dobrej myśli, że wszystko pójdzie sprawnie i nasz uszkodzony, wypalony w środku tłumik wymienimy.

Z Doliny Śmierci wracamy drogą 395 na północ, mijamy wiele miejscowości, Bishop, Lee Vining czy Bridgeport. Wybraliśmy przełęcz Sonora, jako sposób na przebiie się przez pasmo górskie, między innymi to na którym jest i Yosemite i Kings Canyon i Park Sekwoi. Także przed nami przełęcz Sonora na wysokości 9265 stóp, czyli niecałe 2800 mnpm. Wysoko.

Zanim jednak dojedziemy na przełęcz, skręcamy na południowy wchód, żeby zobaczyć kolejne miasteczko duchów (Ghost Town) czyli Bodie. To miejsce gdzie w XIX wieku powstało miasto na bazie odkrytego złota i innych minerałów i złóż naturalnych, a w latach 30 XX po wyczerpaniu złóż opustoszało.

Dojazd do miasteczka to z gównej drogi 21 km w większości asfaltowago szlaku. Ostatnie 6 km to szutrowa droga. Przed samym wjazdem do miasta płacimy 8 USD od osoby za wstęp, a potem parkujemy na wzgórzu, nieopodal zabudowań.

Obecnie miasteczko to skupisko sporej ilości drewnianych budynków. Idąc główną uliczką mijamy kościół, bary, restauracje. W jednej z przecznic zaglądamy do budynków, widać stare meble, fotele, kołyski. Różne domowe narzędzia i sprzęty. Na ścianach poniszczone fragmenty tapet, a nawet ilka ich warstw. To widać, jak kiedyś dbano tutaj o domy.

W końcowym okresie świetności miasta dotarła tutaj elektryczność.  

to jest espozycja, ogrodzone, ludzie wrzucają pieniądze niczym do fontanny. Na szczęście???

Odwiedzamy też muzeum, gdzie widać ślady dawnych mieszkańców, wiele elementów codziennego życia, między innymi powozy, z przeszklonymi szybami, służące do przewozu trumien.

Nad całością miasteczka buduje duży kompleks budynków kopalni, w całkiem dobrym stanie.

Po dwóch godzinach wyjeżdżamy tą samą drogą do głównej drogi, aby kilkadziesiąt km dalej ponownie skręcić w kierunku gór. Kierujemy się w stronę przełęczy Sonora, drogą 108.  Osiągamy już po zachodzie słońca najwyższy punkt przełęczy. Podjazd jest bardzo stromy większość drogi pokonujemy na wolnej skrzyni biegów.

Zmrok zapada szybko, po drugiej stronie gór, za przełęczą znajdujemy urokliwe miejsce, polankę nad strumieniem i decydujemy, że zostaniemy tu na noc. Ciemność ogarnia nas szybko.

Dziś na kolację polska kiełbasa i śledzie, które kupiliśmy w Polish Deli w Las Vegas, w akompaniamencie chleba własnej roboty.

19.10.2023

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.