361. Wyjazd do Los Angeles

361 dzień wyprawy

No….intensywny dzień był wczoraj. Rano prędziutko jedziemy z Iwoną na Punta Azul, bo gościu od blatów kuchennych miał przyjechać i zrobić wycenę. Niestety mocno nas to spowalnia z pracami.. A już o ósmej rano dzwoni Magda, że jej odwołali lot do Europy !!!, a potem że przesunęli. I wylot ma nie z San Diego, ale z Los Angeles… No i ma dramat. Jakoś tak mi się rzucił pomysł, żeby wypożyczyć w San Diego auto i odwieźć ją do Los Angeles. A Iwona na to, że to ona pożyczy swoje auto. Suma summarum pojechaliśmy z Krzyśkiem Jeepem do Ameryki, do Los Angeles na lotnisko…

Granica przebiegła bardzo sprawnie bym powiedziała. Wjechaliśmy na ready line, czyli dla ludzi, którzy mają już wizę do USA. Kolejka długa, ale jakoś tak wjechaliśmy, że zatrzymał nas pierwszy patrol i mówi, że kolejka to jest tam daleko, musimy objechać „ślimakiem” i stanąć na końcu kolejki (której nie widać….) , chyba że jak się śpieszymy to dajcie 20 USD to pojedziecie. Magda, ponieważ się śpieszyła na lotnisko wyskoczyła z dwudziestki. Potem już kolejka była może na pół godziny. Miły celnik o hiszpańskich korzeniach ewidentnie, wziął paszporty,, popatrzał na nasze wizy, zapytał co robimy w Meksyku, czy w PL pracujemy i już. W sumie coś jeszcze poprzeciągał paszporty przez czytnik i już jechaliśmy do LA.

Po dojechaniu do LA szybko się żegnamy i wracamy, ale jest piątek, co oznacza ogromne korki granicę Tijuana, w wielkich korkach. Przy czym mówiąc „w wielkich” to tak jakby nic nie powiedzieć. Po prostu droga powrotna która w tygodniu zajmuje około 3,,5 godziny, nam zabrała 6. Korek na granicy to po prostu coś strasznego. Jakieś 12 pasów wjazdowych przez brami otwartych, ale tyle aut, że się w głowie nie mieści. Kontroli w sumie żadnej. Wszystko odbywa się poprzez system kamer. takie kolejki, że trzy razy zdążą twą twarz sprawdzić, a w razie czego przy kamerach są też lampy ledowe doświetlajace twarze ukryte w samochodzie… Oczywiście wyrywkowe kontole są, zwłaszcza z psem. Sprawdzają czy ktoś nie wwozi. Ale z drugiej strony kto wjezie narko do MX

Jeszcze musieliśmy się po przyjeździe do Rosarito „przeprowadzić” z Mar Y Sol do domu Magdy, bo tu opiekujemy się trzema kotami. A przez tą wyprawę do LA w ogóle nie byliśmy przygotowani, ani spakowani, ani chleb upieczony, ani nic :).

Ale jakoś daliśmy radę i wieczorem położyliśmy się spać w nowym łóżku

23.02.2024

——————————————-