38. Nowe mieszkanie w Veracruz

38 dzień wyprawy

Kolejny dzień. Można by powiedzieć, że kolejny dzień w raju. I pewnie jest w tym dużo racji. Jednak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, i mamy nieco inna perspektywę po 3 tygodniach spędzonych w Veracruz. Ale staramy się zawsze spoglądać z optymizmem na wszystko co nas spotyka. A najważniejsze, konstruktywnie działać w zmieniających się okolicznościach. Tak też podeszliśmy do sprawy i tym razem…

Przeprowadzka

Trochę przed południem pakujemy cały dobytek do plecaków. Myśleliśmy że już tego unikniemy, i zniesiemy rzeczy prosto do Defendera, ale jednak jeszcze nie… Zatem znosimy majdan na dół przed klatkę Moja żona łapie taxi na główniejszej ulicy i jedziemy pod nowy adres, który przysłał nam Luis, gospodarz obu lokalizacji. Teren wokół nowego mieszkania trochę znamy, bo szliśmy tam raz na spacer.

Budynek z zewnątrz wygląda całkiem nieźle. Dostaliśmy instrukcje dostania się do budynku od Luisa. Ze skrytki z kodem wydostajemy klucze. Otwieramy drzwi do klatki. Wchodzimy na pierwsze piętro i kolejnym kodem otwieramy już drzwi do mieszkania.

Mieszkanie nieco różni się od zdjęć które dostaliśmy wcześniej. To znaczy jest to samo. Jednak umiejętnie zrobione fotki powiększają optycznie pomieszczenia. W rzeczywistości mieszkanie jest dużo mniejsze od poprzedniego. Łazienka jest wręcz mikroskopijna i lekko już nadgryziona zębem czasu. Ale jest mikro kuchnia, lodówka, ekspres do kawy. Przez dwie noce damy radę 😉

Rekonesans po okolicy

PO małej sjeście, ruszamy na poszukiwanie jedzenia i mały rekonesans. Idziemy w kierunku wybrzeża i trafiamy na ciąg nadmorskich knajpek i restauracyjek. Wszędzie mnóstwo ludzi i panuje ogromny upał. Przemykamy pomiędzy stolikami i skrywamy się w budynku oceanarium. Niestety obecne święta i natłok turystów zrobiły swoje. Ceny są tu mocno odstające od tych do których jesteśmy przyzwyczajeni.

Podejmujemy „heroiczny” wysiłek i maszerujemy do centrum, w bardziej nam znane rejony coś zjeść. Tam przynajmniej nie zabije nas cena. A i smaki są bardziej jakby znajome…

Wracamy też na piechotę. Także dziś mamy w nogach pewnie ponad 6 km. Poczyniliśmy też różne obserwacje. Spora część murów otaczających posesje i budynki ma nietypowe wykończenie. „Korony” ze stłuczonego szkła i kolczastego drutu zapewne skutecznie powstrzymują intruzów. Chociaż ja bym racze wolał nawet nie próbować sforsować takiego zabezpieczenia.

06.04.2023

————————