447 dzień wyprawy
Jak dla wszystkich starszych ludzi życie kręci się także dla nas dookoła jedzenia. Dziś od tyłu: na kolację wspaniała pizza, na lunch super koktajl z krewetek, razem z Iwoną pojechałyśmy w głąb Rosarito, nie tylko w tej hotelowej części, i tam kupiłyśmy piękny i niedrogi koktajl z krewetek. Pyszny. Na lunch zatem oprócz tego koktajlu były jajka na twardo d majonezem (od Rosjanek z San Diego), kawior ( z Balboa sklepu rajskiego w San Diego), pyszny łosoś (amerykański). No i oczywiście słodkie mimozy z naturalnym sokiem pomarańczowym. Uwielbiam w niedzielę te mimozy. Robota skończona na ten moment, prace napisane, open house także zakończony, dziś prawdziwy relaks.
W trakcie lunchu tysiące dyskusji. Dziś na tapet wzięliśmy obrzędy religijne, a mianowicie wywijanie świętymi obrazami w trakcie procesji Bożego Ciała. Podobno tylko na Kaszubach. I świetny temat do rozmów. Potem znowu trochę o naiwności ludzkiej, kobiet w szczególności, choć ja uważam, ze i mężczyźni mogą być naiwni.
Tak mija niedziela. Aluś grzeczny prawie jak anioł. Wczoraj go wreszcie nauczyłam podawać łapę. Radość z umiejętności trenerskich ogromna.
19.05.2024
—————————–






