848 dzień wyprawy
Budzimy się rano blisko lotniska. Zwyczajem stało się już, że w przeddzień wylotu nocujemy u Wiesi i Daniela. Tak samo jest też i tym razem. Przyjeżdżamy do nich w poniedziałek wieczorem, jemy pyszny obiad (uwielbiam tą kiszoną przez Wiesławę kapustę), obżeramy się lodami i spędzamy super czas. Podjeżdża też nasz Zeman, oddajemy mu auto i dziękujemy bardzo.



Rano kawa, potem Daniel przyjeżdża z pracy i odwozi nas na lotnisko. W Gdańsku w miarę krótko czekamy, około półtorej godziny, przed wylotem do Amsterdamu czas jakoś zlatuje.


Potem 3 godziny czekamy w Holandii, by wreszcie wsiąść do samolotu i zająć miejsca.

Modlimy się i nasza energia zostaje dostrzeżona. Przez wszechświat. Nikt nie siedzi z nami w rzędzie zatem mamy do dyspozycji trzy siedzenia. Luksus. A już Krzysztof chciał dopłacać do10 cm więcej na nogi. 300 zł od osoby… Także szczęśliwi lecimy… długo, długo i długo. bo ponad 11 godzin. To był naprawdę koszmar. Ja w ogóle nie zasnęłam. Krzysiek trochę drzemał… Jedzenie w sumie w KLM fatalne. Naprawdę takie sobie…

Na lotnisku w Mexico City wymieniamy po w miarę dobrym kursie walutę (18.85 Peso za dolara) taksówka do naszego hotelu przy drugim lotnisku z którego juro mamy wylot – 1350 peso. Obracamy się na pięcie i wychodzimy z lotniska organizując Ubera. Przy wyjściu 4 i 5 mogą podobno stawać Uberowcy…
Koszt Ubera to niecałe 500 peso. Zawsze coś. Prawie godzinę jedziemy do hotelu. Całkiem znośny!
24.06.2025
———————————



