944 dzień wyprawy
Jeszcze rano było tak, że współkamperowicze jeździli na koniach, na swoje konne szlaki. Ale tak gdzieś od 11 zaczęli się zbierać, a do 14 wszyscy wyjechali.
Zostaliśmy sami na ogromnym kampingu, gdzie jest siedemdziesiąt miejsc, a było dosć pełno, prawie wszystko było zajęte.





I zrobiło się cicho… i pusto i cudnie jesiennie. Przyszły poodwiedzać nas wiewiórki, w zasadzie to goniły się po całym kampingu.

My siedzielismy trochę nad trasą, w zasadzie wstępny pan już do prawie końca listopada mamy.


Ja też trochę piszę, ale w nagrodę tak mnie pogryzły różne insekty, że naprawdę, nie powinnam w ogóle siedzieć na zewnątrz…

28.09.2025




