Pora się pożegnać z Basią i Carlosem, jadą dziś do Palomino. My zostajemy. Na nas jeszcze nie czas… To jedno z naszych ostatnich spotkań chyba w tym roku, tak myślimy, tak planujemy, ale nic nie wiadomo co się wydarzy.
Jemy razem śniadanie, jak zwykle jajecznica i owoce i świeży chlebek, który Krzysiek piecze.. Zapach unosi się w całym domu, pysznego chlebka z patelni. Od rana pada, niewielki, równiutki deszczyk, ale jest ciepło. Wieczorem idę jeszcze na basen. o 16.00 jest jednak troszkę za zimno na kąpiel, bo woda jest może nie lodowata, ale zimna. Na basenie spotykam się znowu z Juliusem, to Niemiec, który tytułuje siebie „Gipsy del mundo”, czyli taki powiedzmy, że cygański tryb życia wiedzie. Mało mówi o sobie i raczej to świadczy o jego dziwnych interesach, zwłaszcza w Kambodży, gdzie jak mówi spędził 7 lat czy na Phuket w Tajlandii. Na pytanie co tam robił uśmiecha się dwuznacznie. Nie drążę…
Pierwszy listopada to w Polsce szczególny dzień. I ten szczególny dzień nasz rząd mocno znieważył i zamknął ludziom cmentarze. I to perfidnie, bo ogłosił to właściwie kilka godzin przed faktem. Ludzie się podobno mocno wkurzyli… A zwłaszcza handlarze sprzedający kwiaty i znicze przed cmentarzami! Ale kto by tam ich narzekania i słusznych racji słuchał, na pewno nie nasz rząd. Bo on walczy z epidemią od marca która zabiła bezpośrednio do dziś około 800 osób. Oczywiście, że każda śmieć jest tragedią. Jednak określanie pandemią i zamykanie przez to prawie wszystkich sektorów gospodarki i życia społecznego jest jakimś nieporozumieniem!.
Dla porównania w wypadkach drogowych w Polsce w ubiegłym roku zginęło 2909 osób…….. To jest dopiero pandemia.
Może by tak zakazać Polakom jeździć samochodami, bo zabija się ich w ten sposób kilka razy więcej……
Dzień siedemset sześćdziesiąty dziewiąty – 01.11.2020
———————-



