98 dzień wyprawy
Skoro świt, po wczorajszych uzgodnieniach planu, po dokładnym przejrzeniu informacyjnych broszurek, odpalamy silnik około 6.0 i jedziemy do parku Yellowstone.
Najpierw lekka poranna toaleta w West Yellowstone, a następnie ponownie pokazujemy nasz Annual Pass. Fajnie, że go kupiliśmy, bo przy tylu odwiedzanych parkach, cena 80 USD jest bardzo korzystna.
Przemiły ranger wczoraj zaznaczył nam kilka miejscówek, Nie opuszczamy na razie żadnej. Jedną z pierwszych jest pole gejzerów, rozległa wybrzuszona równina paruje na całej swojej powierzchni. To Fountain Paint Pot, potem Miday Geyser Basin. Pomostami docieramy do najbardziej dymiących gejzerów.







W iele chlupoczących gejzerów, wypluwające szarobrunatną maź. W jednej ze stref wyraźnie widać jakby w miniaturze ukształtowane kaldery „wulkanitów”. Z niektórych wydobywa się para, z innych wypływa bulgocąca woda. W poszczególnych strefach kolor wody zmienia się od błękitnego aż do czerwonego.
Związane jest to z obecnością bakterii które akumulują światło słoneczne i dzięki temu rozwijają się.
Różnorodność form aktywności sejsmicznej w tym terenie jest ogromna . Super wulkan, który funkcjonuje na tym terenie kształtuje geologiczną strukturę.
Oglądamy największy i najaktywniejszy gejzer Old Faithful, który co około 100 minut wyrzuca ze swgo wnętrza słup super gorącej wody, na wysokość 35-50 metrów.


Siedzimy grzecznie, wraz z kilkuset innymi osobami, czkając na ten spektakl.
Potem na zacisznym miejscu na jednym z licznych parkingów przeznaczonych do piknikowania i smażymy hamburgery, które wyciągamy z lodówki posilamy się.

Niespodziewanie dla nas samych zrobiła się już 16 i mamy dylemat, czy przy tak dużych odległościach w parku wyjeżdżać już na nocleg, czy zwiedzać dlalej.

Żyłka przygody zwycięża i jedziemy w kierunku , a potem wzdłuż jeziora Yellowstone, i już pod wieczór docieramy do kanionu (canyon Yellowstone). Naszym celem jest artist point, gdzie widok na wodospad jest spektakularny.

Nasz Defender nie byłyby sobą, gdyby nie pokazał już wieczorem pazurów.. w drzwiach pasażera zepsuła się szyba (opadła, wypadła z prowadnicy) i trzeba było przeprowadzic interwencję chirurgiczno mechaniczną. Co znowu opóźniło nasze dotarcie do miejsca spoczynku.


Nie było to jedyne opóźnienie. Pół godziny później drogę zatarasowało stado bizonów. Musieliśmy wyczekać aż spokojnie i majestatycznie przejdą pomiędzy samochodami aby dojechac na znaną nam już miejscówę. „z niedźwiedziami :)”.
05.06.2023



