45. Ruszamy w drogę…

45 dzień wyprawy

Nareszcie ruszamy. Budzimy się wcześnie, podekscytowani oczekującą nas wyprawą. Ruszamy dziś z Veracruz do Puebla. Krzysiek idzie na strzeżony parking odebrać Defendera, ja pakuję wszystkie graty. Później razem wszystko upychamy w samochodzie i ruszamy w drogę. Jeszcze pożegnanie z „sąsiadami”, potem śniadanie w La concha, naszej ulubionej śniadaniowni, potem jeszcze kupuję wyciskany sok z ananasów, żegnam się z ulubionym sprzedawcą tych owoców i już w coraz gorętszym powietrzu wyjeżdżamy z Veracruz.

Tankowanie do pełna

Zaraz na wylocie z Veracruz wjeżdżamy na stację paliw. Ponieważ mamy dodatkowy zbiornik, tankowanie zajmuje nam chyba z piętnaście minut i wchodzi nam 87 litrów, za które zapłaciliśmy ponad 2 tysiące Peso.

Następnie jadąc w kierunku Puebla, przejechaliśmy sobie przez kolejne i kolejne i kolejne bramki… Wiedzieliśmy że to będzie droga podróż do Puebli, także w sumie chyba z pięć bramek i zapłaciliśmy ponad 540 Peso za przejazd autostradą meksykańską (270 km) z Veracruz do Puebla. To spora suma w porównaniu nawet z Francją czy Włochami…

Przejeżdżamy obok wulkanu Orizaba, ale nic nie widać, bo cały jest skąpany w chmurach. Potem wspinamy się do góry, a następnie znowu do góry. Musimy wjechać aż na 2 tysiące metrów, bo tak jest położona Puebla. Na przewyższeniu robimy sobie wreszcie kawę z kafeterki…

Nareszcie kawa z kafeterki

Puebla miasto magiczne

Faktycznie, Puebla jest zupełnie inna niż Veracruz. Całkiem duża, dosyć przestronna, a uliczki i kamieniczki bardzo zadbane, odmalowane, nawet jak jakiś budynek jest niezamieszkały, to przynajmniej nie straszy, tak jak w Veracruz.

Nie chce nam się zbyt długo szukać jedzenia, więc decydujemy się znowu na tacos..

Tacos arabes

Dużo turystów, dużo restauracyjek, balkonów na których można wypić i zjeść. Dużo kościołów i druga pod względem wielkości katedra w Meksyku (pierwsza jest w stolicy…). Katedra jest niesamowita. Wielka, ogromna, monumentalna. Odrestaurowana, bogato zdobiona, o ciekawym kształcie, przypomina trochę katedrę w Cusco, w Peru, ale jest bardziej zadbana i „poukładana”.

Mariachi. Zocalo Puebla

Potem przechadzamy się po uliczkach, niezwykle kolonialny klimat. Na głównym placu miasta Zocalo śpiewają Mariachi. Wchodzimy jeszcze do konwentu Dominikanów i też jest pięknie. Kapliczka różańcowa ma wiele uroku Sprawia wrażenie, jakby kapała złotem. Wszędzie sie błyszczy.

Śpimy w hotelu Santiago. Niestety trochę przepłaciliśmy, bo uparłam się żeby nie rezerwować wcześniej. A dziś ad hoc, ceny są wyższe. Mea culpa. Samochód zostaje na parkingu strzeżonym dwie przecznice dalej.

Defender na strzeżonym parkingu
Hotel Santiago

Parkingowy się upiera, że sam zaparkuje, ale nawet nie wie gdzie włożyć kluczyk…

13.04.2023

——————————-

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.