106 dzień wyprawy
Mieliśmy spać w Missoula, ale najpierw się okazało, że parking przy Cabelas jest jakiś taki słaby, potem , że na Walmarcie nie można spać, bo są tabliczki z zakazem (no overnight parking), więc podjęliśmy decyzję żeby jechać dalej. Finalnie spaliśmy w małej miejscowości Polson, do której na wjeździe wita spektakularny widok na jezioro … Spokojnie spimy na Walmarcie, robimy zakupy i wieczorem i rano. Można nareszcie objeść się czereśniami. Potem jedziemy spokojnie dalej, aż na wytyczony wcześniej punkt oznaczony jako nocleg nad rzeką. Będziemy już raptem 20 km od wjazdu do Parku Glaciar. Jest piękna pogoda, słonecznie, ciepło. Jedziemy cały czas mijając po prawej jezioro, które ciągnie się i ciągnie.
Kiedy dojeżdżamy na miejsce, owszem, jest rzeka, jest też trochę ludzi, którzy spływają pontonami w dół, z nurtem rzeki. Jest parę osób które w niewielkim lasku obok piknikują. My przyklejamy się do swojeo miejsca, i dokonujemy wreszcie wiele rzeczy, które mielismy zaplanowane już od dawna. Czyli – farbowanie odrostów, strzyżenie męskie, przepranie większej części ciuchów, gotowanie spaghetti (bo sos już był od wczoraj) a także gruntowne sprzątanie i układanie zakupów w szafkach. Z tym sprzątaniem to troche przesada, bo raptem nieco przetarliśmy i wytrzepaliśmy, ale zawsze coś. Odpoczywamy, bierzemy niewielkie prysznice w naszym defenderowym SPA i dzień mija szybko.

Po południu ledwie wyciągnęliśmy kuchenkę, zaledwie wyjęliśmy pyszne hamburgery z lodówki, już zaczęło się chmurzyć. Ciemne kłębiące się chmury ze znaczną szybkością zaczeł przesuwać się w naszym kierunku. Zaczęło grzemieć. No na patelnie nie wejdziesz, by coś przyśpieszyć, hamburgery musza mieć swój czas.. Ale na szczęście zdążyliśmy zjeść, wszystko schować, nawet ubrania zdążyły nam wyschnąć w słońcu i wietrze. Po 18 rozpadało się na dobre. Ale my już byliśmy czyści, najedzeni i mieliśmy posprzątane, wiec mogliśmy spokojnie urządzić sobie seans filmowy i nie tylko. Koszulka do wyrzucenia :).
13.06.2023



