168. Witaj Kanado, ponownie…

168 dzień wyprawy

Rano wjeżdżamy do Tok. Pogoda piękna. Słońce. Gorąco. Chyba ze 25C. Spokojnie na krótki rękaw można chodzić. Robimy niezbędne czynności. Toaleta w visitor center, tankowanie. Tu ciekawostka, jak zatankujesz do pełna, możesz gratis skorzystać z ręcznej myjni. Tak też robimy. Zakupy niewielkie spozycze, potem poczta i jesteśmy gotowi do wyjazdu z Alaski.

Granicę przejechaliśmy sprawnie. Po stronie amerykańskiej jest granica i odprawa, ale tylko dla wjeżdżających, więc nas nie dotyczy.

Nie ma nawet posterunku dla wyjeżdżających z Alaski. Po 30 kilometrach dojeżdżamy do posterunku kanadyjskiego. Tak. Tak daleko jest od linii granicy. Miła pani celniczka ogląda paszporty Sprawdza, że od czerwca mamy wizę, mówi że pół roku możemy na niej wjeżdżać do Kanady. I tyle. Czyli do Grudnia prawie mamy wizę kanadyjską i jest ona wielokrotnego wjazdu. To dobrze. Nic nie musimy robić. Nikt niczego nam nie sprawdza, czy wwozimy jakieś owoce, warzywa, czy cokolwiek innego. Zero kontroli. Tylko paszporty i krótka rozmowa i wio… jedziemy…

Potem już droga zwana Alaska Highway. Długa, długa, dookoła najpierw park Kluane, potem długo długo nic. Czyli asfalt , góry, jeziora, i lasy. I tak przez ponad 300 kilometrów, gdzie powolutku zatrzymujemy się na nocleg. Choć, nie, przepraszam, jest mała osada, Burwash Landing. W Kanadzie nie ma niestety na wjeździe informacji co to za osada.  Potem jeszcze mniejsze Destruction Bay,

14.08.2023

————————————-

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.