424. Tokio dzień drugi

424 dzień wyprawy

Dzisiaj kolejny ciekawy i ekscytujący dzień w Tokio. Rano, śniadanie, dziś trochę zmienili menu, były bardzo pyszne croissanty, zjedliśmy bardzo dużo. Ale oprócz tego był też ryż i curry, całkiem dobre. Potem Krzysie został w pokoju, chciał coś sprawdzić w komputerze i okazało się, ze sprzęt się zepsuł, więc kolejne dwie godziny walczył i naprawiał. Ja w międzyczasie przeszłam się po okolicy Asakusa. Jak wróciłam, to już z klejem, żeby Krzysiek mógł sobie skleić część, która się zepsuła.

Potem ruszyliśmy już wspólnie i pojechaliśmy do pałacu cesarskiego, jak głupki ostatnie. Pojechaliśmy i okazało się, że jest w piątki zamknięte. Jak się wkurzyliśmy. Sami na siebie, żeśmy takie sieroty i nie sprawdzili wcześniej… Krzysiek to się zirytował strasznie. Ja też, ale mi szybciej przeszło. No i nie mieliśmy planu zapasowego, co robić…

Wymyśliliśmy, że pojedziemy do parku Ueno. Jest on ładny, z nenufarami ale teraz niestety nie kwitną. Przeszliśmy się ulicami po tej dzielnicy.

Zjedliśmy osobno. Krzysiek we włoskiej, zjadł dwie małe pizze, a ja tuż obok znalazłam sobie wspaniałe sushi.

Do sushi dodają miseczkę zupy. Co za niespodzianka na dole pływa….

Potem pojechaliśmy do dzielnicy Ginza, bo byliśmy tam umówieni z Pawłem Małeckim, który jeździ po świecie ze swoją rodziną kamperową ciężarówką. Okazało się, że góra z gorą się nie zejdzie, ale człowiek… Miał przyjechać do nas w Bieszczady, ale się mu nie udało. Okazało się że jest w Japonii, zaproponowaliśmy mu spotkanie i właśnie dziś wieczorem doszło ono do skutku.

Poszliśmy sobie do malusieńkiej restauracyjki, na cztery stoliki i zjedliśmy wspaniałą wołowinę Wagyu. Jest to wyjątkowa wołowina. pochodzi od japońskich krów i ma marmurkowatą strukturę. Mięso poprzeplatane jest cienkimi żyłkami tłuszczu, który się wytapia podczas pieczenia. Mięso jest po prostu rewelacja. Do tego podano nam sos na styl argentyńskiego chimichuri . Wołowinę smażyliśmy sobie sami na takim specjalnym piecyku. Po prostu nie ma słów, aby opisać wspaniały smak tej wołowiny, kruchość, aromat. No pyszność po prostu.

Potem przenieśliśmy się jeszcze do baru na dachu budynku i tam wypiliśmy napoje, Paweł, jako fan cygar, wypalił jedno i nawet spróbowałam.

Wróciliśmy do hotelu i wykończeni po całym dniu wrażeń położyliśmy się spać.

26.04.2024

——————————

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.