720. Niedziela z Luisem

720 dzień wyprawy

Budzimy się rankiem, morze szumi doniośle. Całkiem wygodna ta nasza sypialnia. Ja troszeczkę boleję, że jest za mało okien, ale Krzysztof zapewnia mnie, że to dużo lepiej i bezpieczniej przede wszystkim. Ok. Więc mu wierzę.

Ale za to mamy pełno luster w naszym kamperze, a w sypialni to już w ogóle, z czego robimy też użytek w środku dnia.

rosołek… niedzielny…

Jemy śniadanie, kawka, przyjemności. Czytanie książki. Krzysiek wziął się za polerowanie reflektorów od lamp świateł mijania. Całkiem dobrze działa ta pasta polerska.

przed
i po…

Jeszcze trzeba okna tak wyczyścić, bo szyby w wielu miejscach są całkiem mleczne, a to i nieprzyjemne i ogranicza widoczność podczas jazdy. Ale to się zrobi….

Jemy rosół na obiad, który jeszcze przygotowaliśmy w piątek, mamy pyszne ciasto, które kupiłam w sobotę rano. Leżaczek, spacer na plaży, kolejny. Dzień mija wspaniale. Odpoczywamy, regenerujemy siły.

Obok nas młodzi ludzie przyjechali osóbówką, rozłożyli namiot, palą ognisko. Ot…młodość. My też kiedyś na motorach jeździliśmy, potem defenderem. Doskonale pamiętam te spojrzenia ludzi w dużych kamperach czy autobusach RV. A teraz my jesteśmy na takim etapie. To niesamowite. Naprawdę. Jesteśmy ciągle przeszczęśliwi, że tego Luisa kupiliśmy i że możemy nim podróżować.

o 15.30 zwijamy się powoli do Playas de Tijuana. A tu zonk. Spełnił się mój najczarniejszy koszmar. Slajder od „salonu” nie chce się zamknąć. Przycisk „in” nie działa. Spociłam się ze strachu. Co robić.

Krzysiek jakoś go poruszał od środka za górną belkę i ruszył. Na szczęście. Trzeba go trochę zaserwisować, spryskać preparatem na „poruszenie” mechanizmu. Doczytać w internetach co to i co robić. Ale finalnie się zamknął i mogliśmy jechać. WYjechałam OSOBIŚCIE z parkingu. Kierownica mała, jak to w Fordzie, niewielkie kółko. Jedzi się fajnie, ale ja jeszcze nie czuję tych gabarytów. Trzeba się nauczyć. Takie wyzwanie na ten rok. Podjęte…

jadę!!!

Po godzinie jesteśmy w naszym wynajętym domu. I znowu trzeba się wypakować…

Zajeżdżamy jeszcze na stację Chevron Tam tracimy dziewictwo jeśli chodzi o wyciąganie z meksyklańskiego automatu Amazon paczki z gnizadem USB do naszego auta…

16.02.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.