934 dzień wyprawy
Rano wstajemy w zaadzie zmęczeni. Ja się przebudzam już po szóstej. Ciągle ciemno, niebo zaciągniete chmurami okrutnie. Przejaśnia się dopiero około 7.20. Decydujemy podjechać do miasteczka naprzeciwko Kimball. Najpierw sklep z częściami. Nie ma tego czego szukay A szuamy takiego jakby motylka, by zdjąć filtr paliwa, bo mamy podejrzenie,że to on może być przczyczyną przerywania dopływu paliwa, przez co auto przerywa i nie ciągnie.
Niestety w sklepie nie ma. Jedziemy do warsztatu. Warsztat duży, nazywa się Overweg. Po prostu lepszego miejsca nie spotkaliśmy. Pan mechanik pożyczył nam motylki i Krzysie sam ten filter wymienił. Ledwo zdążył przed nadciągającą chmurą. Czarną…


A potem to już droga, droga, droga. Niby przestało padać. zatrzymaliśmy się żeby zatankować, potem zakupy, bo lodówa pusta, potem zrzut nieczystosci, a potem znowu połykaliśmy mile. Płasko, nic ciekawego nie widać. Byle do przodu

18.09.2025



