942. Indiana Dunes

942 dzień wyprawy

Piękny dzień dziś, piękny poranek. Rano budzimy się wypoczęci. Wyraźnie widać że jest jesień. na zewnątrz rosa wszędzie. Pijemy kawę, szybkie śniadanie, ale tylko ci, którym się otworzyło okno żywieniowe… haha. Potem Krzysiek przygotowuje rowery i ruszamy. Jedziemy do parku stanowego Indiana Dunes. Kawałek tras rowerowych. Jest pięknie i przyjemnie.

Trochę jeździmy, oglądamy wydmy, które podobno są najwieksze jeśli hodzi o wydmy przy jeziorze. Co prawda Jezioro Michigan jest ogromne, trochę jak morze, ale to jezioro czyli słodkowodne.

Wracamy do Kampera i ruszamy w stronę kampigu. Dziś nie mamy daleko, może z 50 mil. Dojeżdżamy na kamping Potato Creek. Tu się zatrzymamy na trzy dni. Odpocząć, ogarnąć, wyprawć, wysprzątać. takie tam różne czynności. Przede wszystkim odpoczynek.

Po południu robię obiad, potem pędzę na rower. Krótka rowerowa przejażdżka po południu jeszcze nikomu nie zaszkodziła…Mamy dziś miejsce przez najbliższe trzy dni na kempingu dla koni. Dla koniarzy. Nie wiadomo jak to nazwać. Na konnym kampingu. Myślała, że niewiele jest już mnie w stanie zaskoczyć w USA ale oczywiście się myliłam.

Konny kamping oznacza, że przyjeżdżają tu na noc właściciele koni ze swoimi pupilami. A jako że to kamping to są przyczepy dla koni. Część przyczep ma specjalne wydzielone sekcje. część dla koni, zwykle dwóch, i część mieszklna. Muszę przyznać, że to niezwykłe…. My jedyni na tym kampingu jesteśmy bez koni… 🙂

26.09.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.