977. Hatteras moja miłość

977 dzień wyprawy

wspaniałe miejsce to Hatteras. Cisza, spokój. Pewnie dlatego że po sezonie. Rano biegnę na plażę skoro świt. Chcę zdążyć na wschód słońca, ale oczywiście nie zdążam. Słońce już jest. Ranki są zimne i dogrzewamy sie ogrzewaniem. Na szczęście póki co działa bez zarzutu. Po prostu podciągasz suwak i działa.

Na plaży rześko. Słońce piękne. Spaceruję, przewietrzam głowę. Potem wracam do auta, a na drodze widzę zwierząta. Tu cudne to jest, że sporo jeleniowatych łazi i sie tak trochę nie boją.

wschód… pięknie…
Krzysiek naprawia lusterko, bo coś ostatnio sie poluzowało

Jemy śniadanie i jedziemy najpierw do portu, zobaczyć czy już może uruchomili promy. Na razie nie kursują pomiędzy Hatteras a Ocracoke. Nie można się wydostać. Znaczy można, ale trzeba 70 mil jechać do najbliszego mostu na kontynent… Czekamy.

potem jedziemy zobaczyć do Buxton. Najbardziej wysunięta osada na wyspach najbardziej ucierpiała podczas ostatnich deszczy i wichur, które były następstwem , a raczej echem huraganu, który zniszczył Jamajkę. Wygląda to nieciekawie. Worki z piaskiem, zasypane ulice, lub zalane, i domy poniszczone. Co prawda widać, że to domy letniskowe, lub do letniego wynajmu, ale zniszczenie to zawsze zniszczenie.

Po powrocie z Buxton jadę jeszcze na rower.. trochę mil robię, przesadzam niestety, ale jakoś dojeżdżam z powrotem na camping. Zaliczamy jeszcze wieczorny spacer…

Wieczór pyszny. Z mięsem upieczonym na ciepło..

31.10.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.