992 dzień wyprawy
Jedziemy dosyc dalek dziś, bo tak, rano wstajemy wcześnie bo nie chcemy też stać tutaj naCracer Barrell, bo jednak jest tu zakaz stania na noc. Zrywamy sie wobec tego już przed siódmą. Przemieszczamy się na rest area. Tutaj śniadanie, ogarnianie, planowanie wyjazdu i trasy, szukanie kampingu na następne dni a nawet tygodnie. Bo przecież trzeba Nowy Orlean zaplanować, Huston , nie wspominając już o drugiej części spędzania czasu na Florydzie z zaplanowanych 2-3 tygodni.
Póki co jedziemy. Ponad 200 mil przed nami.
W miedzyczasie robimy krótki przegląd wiadomości. Co to jest ta Floryda i z czym się ją je.. O Florydzie mówi się dużo i szeroko. Internety aż huczą od informacji. Można wywnioskować z nich, że Floryda ma w sobie coś z bohatera komedii przygodowej: trochę chaosu, dużo słońca i historię, która brzmi tak, jakby ktoś opowiadał ją podczas pikniku na plaży — z entuzjazmem, ale i odrobiną przesady.
Zaczęło się w 1513 roku, kiedy hiszpański odkrywca Juan Ponce de León przypłynął i uznał, że miejsce jest tak zielone i kwitnące, iż nazwie je „La Florida”, czyli „Kraj Kwiatów”. Legenda mówi, że szukał tam źródła młodości, ale bardziej prawdopodobne, że po prostu miał słabość do pięknych widoków i dobrego PR-u. Tak czy inaczej, nazwa się przyjęła — może dlatego, że Floryda rzeczywiście wygląda, jakby ktoś ją zaprojektował specjalnie pod wakacyjne katalogi.
Przez kolejne wieki tereny te przechodziły z rąk do rąk: Hiszpania, Wielka Brytania, znów Hiszpania, aż w końcu Stany Zjednoczone. Można więc powiedzieć, że Floryda była kiedyś najbardziej rozchwytywanym adresem w okolicy — takim „must have” imperiów kolonialnych.

W XIX wieku zaczęto budować drogi i osuszano bagna, choć aligatory zapewne uważały to za zdecydowanie zbyt daleko idącą ingerencję w ich prywatność. A potem nadeszło coś, co zmieniło Florydę na zawsze: kolej Flaglera. Gdy George W. Flagler przeciągnął tory aż na Key West, Floryda otworzyła się na turystów jak muszla na perłę. Nagle wszyscy chcieli tu przyjechać — zimowi uciekinierzy z północy, artyści, milionerzy, a potem całkiem zwykli ludzie, którzy po prostu marzyli o palmach.
XX wiek przyniósł boom: pomarańcze, kurorty, Disneyland, kosmodrom Kennedy’ego i niekończące się osiedla, które rosły szybciej niż słynne florydzkie burze. Floryda stała się miejscem, gdzie rakiety lecą w kosmos, a emeryci jadą na wózkach golfowych; gdzie pelikan potrafi ukraść ci rybę ze stołu, a flaming potrafi cię osądzić wzrokiem, jakby był dyrektorem szkoły. Zobaczymy czy to prawda… Mam nadzieję że już wkrótce będzie szansa by to zweryfikować…
15.11.2025



