1016 dzień wyprawy
Dzis piękny dzień, dosyć intensywny. Z kampingu postanawiam jechac rowerem do „miassteczka”, czyli centralnej części wyspy gdzie są „sklepy”. Bo raptem jeden spożywczy, jeden z pamiątkami i dwa z lodami… Ale można to też inaczej liczyć. Nieważne.
Krzysiek podjeżdża autem, bo to ponad 9 mil 🙂 i zabiera mnie z powrotem. Jeszcze jemy ody, żeby wyjazd „miał sens”. Potem wracamy na kamping, robimy ognisko.


Dawno już ogniska nie było. Kupujemy u hosta na campingu jedną paczkę drewna, bo mamy fatycznie bardzo mało tego drewna i rozpalamy. Jest ogień, jest czad, jest ciepło. to nic, że dym z ogniska włazi w każdą szczelinę i owiewa ubrania, włosy, ciało. To nic.



Krzysiek griluje wołowinę, cienie kawałki dziś, bo to robi się szybko i sprawnie. Jet pyszne, dokotowujemy ziemniaczki, pieczarki, wyciągam paprykę pieczoną ze słoika. Odpoczynek. Potem jeszcze spacer nad brzeg oceanu na zachód słońca, od strony oceanu i z drugiej strony od lądu… Zimno się robi. Niby było w ciągu dnia 17 stopni, ale to nie jest ciepło. Pozatym wiatr i wiatr.. Chyba już w tej naszej wyprawie ciepła to nie będzie. Nie w tym roku.. Niestety Pocieszenie tylko takie, że inni, gdzieś na północy mają jeszcze zimniej


09.12.2025



