Dzień czterysta trzydziesty 27.11.2019
Opuszczamy Guayzimi. Jest pewne przekonanie w nas, że jeszcze tu wrócimy, ale jak to będzie, to zobaczymy… plan jest, póki co. Na razie jedziemy ponownie na szlak. Najpierw do Chicaña, zobaczyć się z ks. Antonim. To ciekawa postać. Długo był we Włoszech (gdzie nauczył się pić kawę, czarną, jak węgiel), nauczył się też języka migowego i uczył osoby niesłyszące. Przez ostatni czas nadzoruje i buduje ogromny kościół w wiosce.
Do końca jeszcze sporo, ale widać też ogromne postępy. Jemy tam obiad, po czym ruszamy dalej. Jedziemy przez góry drogą w kierunku Cuenca, początkowo asfaltem, ale potem na przełęczy asfalt się kończy. Dookoła mnóstwo wodospadów, które są bardzo, bardzo urokliwe. Wysoko. Jedziemy w chmurach…
Wpinamy się podczas tej jazdy na wysokość ponad 3200 m n.p.m, potem zjeżdżamy nieco niżej. Przejeżdżamy przez Chiguinda, by finalnie dojechać do Sigsig, gdzie campingujemy w pięknym miejscu nad rzeką. Dzikie i darmowe miejsce bardzo na cieszy, tym bardziej, że są w pobliżu toalety i woda.
————————–










