Ekwador – Dzień 448

Dzień czterysta czterdziesty ósmy  – 15.12.2019

Wyjeżdżamy z Riobamba około 11 godziny. Zeszło nam się trochę na kempingu, bo rozmawialiśmy jakiś czas z rodzinką z Polski. A następnie był czas na śniadanie i oczywiście kawkę. Nabraliśmy tez wody we wszystkie zbiorniki i bańki które mamy ze sobą. Potem zawsze w drodze jest więcej spokoju. Wyruszyliśmy zatem około 11, ale na wylocie z miasta tankujemy jeszcze paliwo i wstępujemy do sklepu zrobić zakupy na najbliższe dni drogi. No i zaraz potem w kolejnej wiosce jemy mały obiad, bo zrobiła się już prawie 13 godzina. Jednak nie ma za dużej presji, bo na dziś w planie jest tylko dojazd do wulkanu Chimborazo, a to tylko około 50 km. co prawda droga cały czas wspina się wysoko w góry. Ponieważ wulkan ten jest najwyższym wulkanem na świecie licząc odległość od środka ziemi, ma 6350 m wysokości.

aaaaa090 aaaaa094 aaaaa099

My dojeżdżamy na wysokość 4860 m i już sporo przed tym miejscem warunki zrobiły się bardzo mgliste i widać sporo miejsc po niedawno padającym śniegu… Rejestrujemy się w księdze wjeżdżając za darmo do parku i jedziemy kolejne 9 km pod górę, szutrową drogą do ostatniego miejsca, skąd można juz tylko na piechotę dostać się na szczyt wulkanu. Niewielu jednak śmiałków odważa się na to w tych warunkach pogodowych. Jest około 0 stopni tu, a na szczyt trzeba mieć odpowiednie wyposażenie do wspinaczki. Na dodatek dziś cała góra spowita jest mgłą.

aaaaa104 aaaaa101 aaaaa102

Zadowalamy się zatem małą wspinaczką do punktu widokowego na około 5100 m i łapiemy sporą zadyszkę w trakcie wchodzenia. Po kilkunastu minutach decydujemy się na zejście i zjazd w niższe rejony. Na noc zostajemy na jakiejś stacji, ale już na wysokości „tylko” 3100 m…

—————————-

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.