Przez Atlantyk – dwudziesty dziewiąty dzień wyprawy

Poranek zastał nas ponownie na otwartym oceanie. Tak więc, pierwszy kontakt z Ameryką Południowa mamy już za sobą. Za wiele o Brazylii nie możemy powiedzieć. Jednak podoba nam się! Czekamy na więcej już wkrótce. Ale na razie znowu jesteśmy w drodze. Na morzu. Za oknem kabiny jednostajny krajobraz i jak na razie żadnego statku na horyzoncie.  Wracamy do znanego już nam rytmu dnia. Dziś po śniadaniu Cedric poprosił o sprawdzenie pozycji statku z wcześniejszych dni. Gdzieś zapodziała mu się część notatek do jego dziennika. Pokazywał mi zdjęcia ze swoich wcześniejszych podróży. Miał nawet takie z 1976 roku z Azji. Był wtedy w Laosie, Tajlandii i w Indonezji. Fajnie się słuchało jego opowieści, pomimo jego bardzo niezrozumiałej wymowy. Ma tendencję do wtrącania wielu słów po francusku. Ale jakoś udało nam się porozumieć.

Przez kilka godzin po południu wybierałem kawałki filmów z całego nakręconego podczas rejsu materiału. Oj, żmudna to i wymagająca wiele cierpliwości praca. Jak na razie jeszcze nie mamy koncepcji, jak to wszystko poskładać w całość. Zobaczymy co z tego wyjdzie, kiedy już wszystkie kawałki będą gotowe.

W czasie kolacji i potem przy kawie rozmawialiśmy z Marie Jo i Souvierem o ich poprzedniej podroży po Ameryce Południowej. Opowiadali nam o swoich odczuciach i spostrzeżeniach z ich pobytu tam. O bardzo przyjaźnie nastawionych ludziach w Argentynie. O łowieniu ryb, których jest mnóstwo w patagońskich jeziorach. O problemach z oddychaniem na dużych wysokościach w Peru i Boliwii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.