Dzień dwieście dwudziesty 01.05.2019
Znowu fantastyczny dzień. Raniutko jedziemy do Purmamarki. To przepiękne Pueblo położone w kolorowych górach, zwanymi górami siedmiu kolorów. Uroczo. Emocjonująco (jak mówią Argentyńczycy).
Dobrze, że przyjechaliśmy wcześnie rano, bo po 9.00 zaczyna się najazd turystów, którzy autokarami i busami zjeżdżają do miasteczka.
Chwile kręcimy się po mieście, robimy fotki, oglądamy sterty pamiątek jakie sprzedają na głównym placu, po czym
Jedziemy do Tilkary. To miasto na drodze nr 9. Miasteczko raczej. Bardzo ciekawe architektonicznie, bardzo stare jak na Argentynę, mocno turystyczne. Niewiele myśląc jedziemy dalej i dojeżdżamy o Humahauca. To tutaj 24 km od miasta na wysokości 4200 jest punkt widokowy na góry 14 kolorów Cerro cuarenta colores. Po prostu przepiękne. Nosi nazwę Hornocal i zachwyca nas bardzo.
Na górze spotykamy Kanadyjczyków, podróżujących w dużym kamperze na bazie MAN-a. Niezwykle wygodny sposób podróżowania. Praktycznie mała kawalerka w środku.. On ma na imię Joe, ona Stacey.
Szykują dla nas wszystkich pizzę. Przygotowuje ją Joe na patelni (tak, też tak można.. nie trzeba pieca opalanego węglem…). Na wierzchu karmelizowana cebula gruszka i ser typu camembert. Spedzamy fajne chwile w ich samochodzie , znowu przychodzą do głowy dziwne pomysły, żeby na bazie starego MAN-a, albo Mercedesa, zrobić wypasionego kampera.
Śpimy tuż pod miasteczkiem
















