Argentyna – dzień 221

Dzień dwieście dwudziesty pierwszy 02.05.2019

W nocy znowu zimno. Niby ogrzewanie postojowe zadziałało wieczorem, ale już po północy wyświetlił się na wyświetlaczu błąd. Nici z grzania.. A noc co tu dużo mówić mroźna. Temperatura spadła do zera. Niżej nie, ale w aucie było chłodno. Oboje spaliśmy w śpiworach, ja dodatkowo przykryta kołdrą, w bieliźnie termicznej. Nic na to nie poradzę ze odczuwanie termiczne jest u mnie dużo, dużo wyższe (lub niższe) niż u normalnych, prawdziwych mężczyzn…

dav

Wstajemy rano, znaczy Krzysiek wstaje, ja jeszcze leżę podczas jazdy, korzystając z tego, ze mam CAŁE łóżko tylko dla siebie. Dojeżdżamy do Humahuaca. W mieście rozkładamy się za terminalem autobusowym i Krzysiek konsultuje z naszym montażystą ogrzewania co to się mogło stać. Diagnoza nie przebiega jakoś pomyślnie. Nie wiadomo co może być przyczyną tego, że ogrzewanie się wyłącza samo, a na wyświetlaczu pokazuje się błąd. W każdym razie jedziemy nad rzekę, a dokładniej stajemy w wielkim korycie rzeki i zabieramy się za rozkręcanie całego ogrzewania. W rurze wylotowej jest trochę piasku i kamień duży jak winogrono. Może to jest przyczyna. Robimy testy, niby działa, zobaczymy wieczorem. W miedzyczasie ja robię śniadanie. Kupiliśmy pyszny ser kozi i rozkoszujemy się jego smakiem. Też chleb niczego sobie, takie duże drożdżowe placki. Ale smaczne…

image002

O 13.00 spotykamy się z Harrym. Tak, Harry zakochany w Cristinie, którą poznał w Montevideo, od czasu do czasu robi sobie tygodniowe wypady motocyklowe po Ameryce Południowej. Właśnie wraca z Boliwii i możemy się spotkać. TO już nasze drugie spotkanie w trakcie wyprawy. Spędzilismy razem 35 dni na statku, a teraz cały czas jesteśmy w kontakcie. Bardzo się polubiliśmy i takie spotkania ładują nam energię. Mocno…

dav

Po emocjonujących dwóch godzinach, ruszamy w kierunku Iruya. Z głównej drogi nr 9 skręcamy w prawo i jedziemy przepiękną górzystą drogą. Widoki są nieziemskie. Serpentyny cały czas po grani górzystej. Wjeżdżamy na 4000 m.n.p.m.  potem lekko w górę. Finalnie nie dojeżdżamy do Iruya. Planujemy to na ranek. Noc spędzamy na wysokości 3700 m.n.p.m..