Dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem patagońskich zwierząt. Po pierwsze wyruszyliśmy z Playa Union wcześnie rano, tak jak sobie obiecaliśmy. Zmieniłam tylko w budziku 6 na 7, żeby jednak trochę litości okazać dla siebie i mego męża i już o 8.30 ruszyliśmy w drogę.
Wszystkie wpisy, których autorem jest gsk
Argentyna – pięćdziesiąty ósmy dzień wyprawy
Ranek obudził nas wielkim wiatrem. Trząsł się cały namiot. Podmuchy nasypały piachu wszędzie, bo musicie wiedzieć, że w Patagonii jest w zasadzie tylko piach i trochę karłowatej roślinności. Są jakieś drzewka, ale też karłowate. Generalnie piach jest tak paskudny, że trudno wbić śledzie od namiotu.
Argentyna- pięćdziesiąty siódmy dzień wyprawy
Dzisiaj dzień odpoczynku. Relaks. Wstajemy rano bez pośpiechu, jemy jajecznicę. Odpoczywamy. Znowu gorąco, prawie 30 stopni pewnie jest, słońce grzeje mocno. Drobne prace przy motocyklu, przykręcanie tablicy rejestracyjnej, bo na wertepach wypadła śrubka. O 14.00 jedziemy „na miasto”. Camping w którym mieszkamy jest na obrzeżach miasta.
Argentyna- pięćdziesiąty szósty dzień wyprawy
Dojechaliśmy do Puerto Madryn. Oczywiście znowu nie było prosto, choć wiatr wyraźnie dziś zelżał. Przejechaliśmy jakieś sto kilometrów, kiedy widoczne robią się dosyć wysokie wzniesienia po prawej. To niezwykłe, bo Patagonia jest płaska jak lustro. Po kolejnych dwudziestu kilometrach już wszystko wiadomo.
Argentyna- pięćdziesiąty piąty dzień wyprawy
Kolejny dzień dziś wstajemy wcześnie rano. No, trochę przesadzam, nie jest tak wcześnie. Obudził nas szczebiot ptaków i szum rzeki. Spaliśmy na campingu w Rio Colorado, tuż przy rzece. Rano jajecznica i pakowanie. Cały czas teraz przez kilka dni mamy w planie spanie po jeden dzień na campingu.
Argentyna – pięćdziesiąty czwarty dzień wyprawy
Wyruszyliśmy rano z Claromeco, z gościnnego domu Laury i jej męża Waltera. Chcieliśmy zgodnie z planem wyjechać o 8.30 i prawie nam się to udało. Chociaż noc była krótka, bo dosyć długo siedzieliśmy przy asado z gośćmi.
Niestety już po 30 km staliśmy w polu naprawiając po raz kolejny nasz motocykl.
Argentyna – pięćdziesiąty trzeci dzień podróży
Ranek zaczął się szybko. Za szybko, bo o 8.00. Jakoś tak słabo wypoczęliśmy, a już o 8.30 jechaliśmy holowani przez pana domu do mechanika. Mechanik okazał się bardzo kompetentną osobą. Od razu wiadomo było, ze to zatkany gaźnik. Potwierdziła się nasza diagnoza z wczoraj.
Argentyna – pięćdziesiąty drugi dzień wyprawy
Wyjechaliśmy szczęśliwi i zadowoleni z Villa Gesell. Zjedliśmy pyszne śniadanie i ruszyliśmy, żegnani serdecznie przez Galę i Ryśka. Było to naprawdę fantastyczne spotkanie i bardzo dziękujemy za wszystko.
Jedziemy sobie, jedziemy, mijamy Mar de Plata. To super piękne i wielkie wypoczynisko, (kurort) dla całego Buenos Aires.
Argentyna- pięćdziesiąty pierwszy dzień wyprawy
Oprócz lodów bardzo popularne są w Argentynie czekoladki wszelkiej maści, a nade wszystko alfajores (czytaj: alfahores) jest to ciastko przekładane dulce de leche, czyli karmelem. Może być oblane czekoladą mleczną lub białą. Jest słodkie jak nieszczęście, ale po prostu pyszne.
Życie zaczyna się tu po 21.00.
Argentyna- pięćdziesiąty dzień wyprawy
Ranek z widokiem na ocean. Czy może być coś piękniejszego? Czysta łazienka, ciepła woda. PACHĄCE RĘCZNIKI!!!. To duży luksus, bo od dwóch miesięcy raczej nikt nas tak nie dopieścił jak Gala i Ryś wczoraj. I dziś. W dwóch garnkach w ich kuchni już czekają na nas dwie, typowo argentyńskie potrawy.