Budzimy się przed dziewiątą rano. Dziś mamy do pokonania największy jak dotąd odcinek drogi. Do naszego kolejnego celu, Villa Gesell mamy około 350 km. Pijemy poranną kawę z Gracielą i Carlosem. Sprawnie pakujemy sakwy i po pożegnaniu ruszamy na południe Argentyny.
Wszystkie wpisy, których autorem jest gsk
Argentyna- czterdziesty ósmy dzień wyprawy
Pakujemy się. Wyjeżdżamy dziś z Buenos Aires, przynajmniej taki mamy zamiar. Wieczorem jesteśmy umówieni u Gracieli na asado. Zależy jej także na tym, byśmy poznali jej ojca i matkę.
Do południa jednak Alejandro i Liliana zapraszają nas na przejażdżkę na wyspę Tigre.
Argentyna – czterdziesty siódmy dzień wyprawy
Sobota jest jednym z przyjemniejszych dni zazwyczaj. Rano wstajemy dosyć wcześnie, wczoraj gdy wróciliśmy z miasta jedliśmy jeszcze kolacje z Alejandro i jego rodziną. Próbowaliśmy milanesa, czyli bardzo podobne kotlety do naszych schabowych.
Pogoda jest o niebo lepsza niż ostatnimi dniami.
Argentyna – czterdziesty szósty dzień wyprawy
Od rano posuwamy nasz projekt związany z odnalezieniem potomków pasażerów do przodu. Dzwonimy rano, korzystając też z pomocy Flory do Gracieli Antonowicz. Jej dziadek, babcia i wujostwo przypłynęło na MS Chrobrym do Argentyny. Umawiamy się na 16.00 w centrum miasta, przy Plaza Roma.
Argentyna – czterdziesty piąty dzień wyprawy
Rano wstaliśmy pełni dobrej energii, chociaż jak czuliśmy temperatura tutaj nie jest komfortowa. Historyczne upały dają nam się we znaki. Odczuwają to też Argentyńczycy. Pogoda ma jutro się zmienić, ma padać i się ochłodzić. Aż do 20 (!) stopni.
Po porannej kawie wyruszamy na miasto.
Urugwaj – porady
Urugwaj to kraj w Ameryce Południowej, który graniczy z Brazylią od północy, rzeką Rio del Plata od południa, od zachodu z Argentyną i jego wschodnią linię wyznacza również Ocean Atlantycki. Państwo jest niewielkie, ma 176 tys. km kwadratowych powierzchni i 3,5 miliona mieszkańców.
Przez Atlantyk – trzydziesty piąty dzień wyprawy
Poranek obudził nas pięknym słońcem. Okazało się, że nawet zachodzące słońce opala. To nie Polska, kiedy o 16.00 można już prawie bezpiecznie siedzieć na słońcu. Wczorajsze wieczorne (czyli po 19.00) oglądanie Buenos Aires o zachodzie słońca okazało się zabójcze dla mojej skóry.
Argentyna – czterdziesty czwarty dzień wyprawy
Argentyna marzyła nam się od dawna. Ogromne przestrzenie Patagonii, przepyszna wołowina, cudowne krajobrazy i wielobarwność natury. To kraj prawie rajski, gdyby nie to, że galopuje inflacja, gospodarka upada a dolara wymieniać trzeba na czarnym rynku. To znaczy nie trzeba, ale różnica pomiędzy kursem bankowym, a czarnorynkowym jest dwukrotna.
Urugwaj – czterdziesty czwarty dzień wyprawy
No to jesteśmy w Argentynie. A było ciężko dojechać. Oj ciężko. Po pierwsze wczoraj tak lało, że myśleliśmy że taka trzydniówka się zaczęła. Przechodził ostry front po upalny i lało tak, że poprawiać nie trzeba było. Wykorzystaliśmy przerwę w padaniu i wyruszyliśmy, czule żegnając się z Eleną i Horacio, którzy jeszcze nam towarzyszyli do głównej drogi prowadzącej do granicy.
Urugwaj – czterdziesty trzeci dzień wyprawy
Od rana fantastyczny dzień. Godzinę trwało, zanim się zebraliśmy z campingu. Podjechaliśmy do Eleny i Horacio do domu. I zaczęło się – najpierw kawa, potem asadao, potem alfajores – typowy dla Urugwaju deser – biszkopty połączone z dulce de leche (karmel).