Dziś na śniadanie zostaliśmy zaproszeni do Mamy Martina – Cleusa Oliveira de Souza jest Brazylijką, wobec tego jest ogromną fanką futbolu. Brazylijskiego rzecz jasna. Śniadanie przygotowane zostało na styl brazylijski – arbuzy, melony, banany, winogrona, brzoskwinie. Tyle z owoców. Do tego marmolada truskawkowa, żółty ser i szynka.
Wszystkie wpisy, których autorem jest gsk
Urugwaj – czterdziesty drugi dzień wyprawy
Dzień zapowiadał się dziś bardzo dobrze, wstaliśmy rano wyspani, wypoczęli. Kłopoty zaczęły się już przy śniadaniu – kupiliśmy wczoraj płatki do mleka., Niestety. Okazało się że pełno w nich robaczków dziwnych. Różnych. Pierwszy kłopot. Zaczęliśmy się pakować, żeby zgodnie z planem przekroczyć granicę z Argentyną.
Urugwaj – czterdziesty pierwszy dzień wyprawy
Wczesnym rankiem wyjechaliśmy z Montevideo. Wstaliśmy o 6,30, prawie godzinę zajęło nam wystawienie motorów, zainstalowanie sakw, worków, plecaków, tankbagów (czy wspominałam już że mamy ZA DUŻO RZECZY?), i trochę przed wpół do ósmej wyjechaliśmy do Colonia del Sacramento. Przejechaliśmy praktycznie bez zatrzymywania się 177 km, droga prosta, przeważnie dwupasmowa, choć trudno ją porównać do autostrad jakie znamy z Europy.
Urugwaj – trzydziesty dziewiąty dzień wyprawy
To nasz pierwszy dzień w Urugwaju. Pierwszy cały dzień w Ameryce Południowej. Noc minęła nam dobrze. Dostaliśmy od Martina wielki materac i miejsce na niego w części domu w której odbywają się nauki flamenco. Na całej ścianie jest ogromne lustro, tak jak przystało na profesjonalną salę do ćwiczeń.
Przez Atlantyk – porady
Na co się nastawić? Co warto, a czego nie warto?
- Przede wszystkim nastaw się na angielski. To język urzędowy i wszyscy ludzie w zasadzie na podkładzie mówią w tym języku. Jeśli nie mówią po angielsku, to akurat na pokładzie Grimaldi Line jest szansa, ze będą mówić po włosku.
Urugwaj – trzydziesty ósmy dzień wyprawy
Wyjechaliśmy w końcu ze statku. Ostrożnie, delikatnie, nie nerwowo. Przynajmniej tak się staraliśmy. O ile w ładowni, w środku statku było gorąco. To na zewnątrz było bardzo gorąco. 14.30. powietrze nagrzane do nieprzytomności. A my stoimy i czekamy na agenta Grimaldiego.
Przez Atlantyk – trzydziesty ósmy dzień wyprawy
Dziś wstaliśmy o godzinę szybciej. Po wczorajszym komunikacie kapitana zmieniliśmy ponownie czas, tym razem zegarki przesunęliśmy o godzinę do przodu. Urugwaj leży bowiem w strefie czasowej z różnicą 3 godzinna w stosunku do Europy. Sprawdziłem na GPS, że płyniemy z prędkością około 12 km/h.
Przez Atlantyk – trzydziesty siódmy dzień wyprawy
Znowu stoimy, wczoraj mieliśmy wrócić na statek najpóźniej do 16. Niestety jakieś komplikacje i opóźnienie z rozładunkiem trzyma nas jeszcze w Zarate. Po śniadaniu zaczynamy pakować się ponownie do worków i sakiew. Przez miesiąc na statku jakby przybyło nam ubrań, bo nie chcą się zmieścić… Ale to przez to, że wypięliśmy podpinki i membrany przeciwdeszczowe z ubrań motocyklowych.
Przez Atlantyk – trzydziesty szósty dzień wyprawy
Dziś jest drugi dzień naszego postoju w Zarate. Po wczorajszej wizycie w mieście, mamy ochotę na więcej… („nie będziemy przecież na szipie siedzieć”). Zaraz po śniadaniu pakujemy do plecaka laptopy, dokumenty i ruszamy w kierunku miasta. Cała procedura wyjścia z terminalu powtarza się jak wczoraj.
Przez Atlantyk – trzydziesty czwarty dzień wyprawy
Poranek przyniósł nam kolejną niespodziankę podczas tej podróży. Tak optymistycznie zaczęte wczoraj wchodzenie do portu okazało się płonną nadzieją. Prędkość statku mocno spadła w porównaniu z ostatnimi dniami. Przed śniadaniem okazało się, że pokonaliśmy około połowy drogi do Zarate. Następnym zaskoczeniem dla nas był kolejny postój przed Buenos Aires.