Oczywiście nie przestawiliśmy zegarków. Zapomnieliśmy. Dzięki temu wstaliśmy rano (lepiej chyba napisać, że zwlekliśmy się z wyra) niby normalnie, ale pędzimy do mesy, a tam cisza i spokój – śniadanie dziś godzinę później przecież, więc messmen i messboy sobie jeszcze śpią.
Wszystkie wpisy, których autorem jest gsk
Przez Atlantyk – trzydziesty drugi dzień wyprawy
Moje biodra wołają o pomstę do nieba. Zdecydowałam, że będę mniej jeść, ale jak tu nie jeść, jak Salvadore wchodzi na wyżyny swoich umiejętności kulinarnych. Co prawda gotuje tylko z tego co ma, ale to co przyrządza da się zjeść, a do tego jest tego dużo.
Przez Atlantyk – trzydziesty pierwszy dzień wyprawy
Stoimy. Stoimy już od wczesnych godzin porannych. Wczoraj cały dzień pracowaliśmy nad filmem z rejsu. Żmudna to praca straszliwie. A dziś stoimy w ujściu Rio de la Plata. Ta rzeka tworzy największe estuarium (lejkowe ujście), stanowi wspólne ujście rzek Parana i Uruguay.
Przez Atlantyk – trzydziesty dzień wyprawy
Jesteśmy już na wysokości Urugwaju. Powoli kończy się nasza morska część podróży. Zostało nam jeszcze co prawda kilka dni spokojnego życia na statku, ale już czujemy „oddech” nowej przygody, która nas niebawem czeka. Czujemy lekkie podniecenie i dreszczyk emocji przed nieznanym, bardziej wymagającym etapem podróży.
Przez Atlantyk – dwudziesty dziewiąty dzień wyprawy
Poranek zastał nas ponownie na otwartym oceanie. Tak więc, pierwszy kontakt z Ameryką Południowa mamy już za sobą. Za wiele o Brazylii nie możemy powiedzieć. Jednak podoba nam się! Czekamy na więcej już wkrótce. Ale na razie znowu jesteśmy w drodze.
Przez Atlantyk – dwudziesty ósmy dzień wyprawy
Santos. Od rana już jesteśmy podekscytowani tym, że wyjdziemy na ląd. W końcu znowu po 9 dniach staniemy suchą stopą na ziemi. Przy śniadaniu wypytujemy Daniela, który był wczoraj wieczorem w mieście o jego wrażenia i o różne sprawy.
Zaraz po 8.00
Przez Atlantyk – dwudziesty siódmy dzień wyprawy
Stoimy na redzie przed portem w Santos. Powietrze jeszcze bardziej gorące i jeszcze bardziej wilgotne niż wczoraj. Wiatr tak lekki, że prawie niedostrzegalny. Czekamy. Czekamy. Czekamy. Wygląda na to, że nie wcześniej niż 13 stycznia opuścimy pokład w Montevideo. Oczywiście planujemy wyjść na parę godzin do brazylijskiego Santos, jak tylko statek zostanie wpuszczony do portu.
Przez Atlantyk – dwudziesty szósty dzień wyprawy
Od wczoraj walczymy z komputerami. Wirus na wirusie, wirusem pogania. Niby coś skanujemy, niby coś usuwamy, ale na razie ciągle słabo. Nie chce mi się nawet wchodzić w szczegóły, bo wkurzonam okrutnie cały czas. Póki co wierzę, że się uda odwirusować.
Przez Atlantyk – dwudziesty piąty dzień wyprawy
Zbliżamy się do Rio de Janeiro. Do brzegu mamy około 70 kilometrów, ale ponieważ płyniemy ciągle wzdłuż wybrzeża nic nie widać. Stolicy Brazylii nie zobaczymy. Dziś już trochę pracujemy nad filmem z przejazdu w Hamburgu do portu, trochę wybieramy zdjęcia do wysłania.
Przez Atlantyk – dwudziesty czwarty dzień wyprawy
Uff. Drugi tuzin dni w podróży za nami. Dziś jeden z bardziej leniwych dni, chociaż z drugiej strony dużo zrobiliśmy. Zrobiliśmy kilka zdjęć, chociaż była straszliwa patelnia na górnym pokładzie. Poprzekładaliśmy trochę rzeczy z jednej sakwy do drugiej (że niby trochę uporządkowaliśmy).