Dzień dwieście siedemdziesiąty dziewiąty 29.06.2019
Poranek ujawnił nowe okoliczności. A mianowicie powróciła angina… Tym razem zaatakowała moją żonę! Na szczęście niezbyt mocna i groźna, ale jednak. Boli gardło i jest zaczerwienione. To niezbyt dobre wieści, ale niestety musimy jakoś sobie radzić, nawet w takich sytuacjach. Na domiar złego mi również jeszcze całkiem nie przeszła choroba co lekko komplikuje sprawę. Zbieramy się jednak w sobie i po raz któryś wykonujemy telefon do Polski do naszego ubezpieczyciela z prośbą o umówienie wizyty u internisty. Inna sprawa, że nie jest to takie proste. Po pierwsze dzwonimy przez Skypa, bo tam tylko kilka groszy za minutę połączenia się płaci. A po drugie trochę, to żenujące, że za każdym razem wysłuchujemy automatu, który informuje nas o różnych pierdołach. Czy oni tam nie znają stawek za normalne połączenia telefoniczne ze świata? cena za minutę to około 7 PLN. A cała rozmowa może trwać i kilkanaście minut… Koszt łatwo wyliczyć!
Teraz pozostaje nam już tylko czekać,ile nie wiadomo, pomimo że ubezpieczyciel ma podobno 3 godziny na udzielenie informacji gdzie mamy się udać. Pewnie domyślacie się, że sporo po upływie 3 godzin dalej nie mamy informacji… Zatem zostają jak na razie domowe metody. Herbatka, miód, cytryna i czosnek…Na szczęście jesteśmy w dobrym miejscu. W parafii całkiem dobrze sie choruje…




