Dzień pięćset dwudziesty piąty – 01. 03.2020
Dzień długi i wyczerpujący. Finalnie jednak dojechaliśmy do Medellin i jesteśmy z tego powodu bardzo szczęśliwi… Ale po kolei. Ranek jak zwykle zaczął się szybko, bo po szóstej. Po porannej kawie pojechaliśmy w kierunku Peñol. Tam niezwykle sławna w Kolumbii skała, wielka niczym głaz 220-metrowy monolit . To granitowa masa złożona z kwarcu, skalenia i miki. Robi wrażenie, niestety jednak nie było spektakularnie dzisiaj, bo słońca nieco zabrakło, ale i tak widok był piękny. Niezwykłe położenie tuż obok wielkiego rozlewiska, zbiornika wodnego Guatape, robi naprawdę ogromne wrażenie.
Po kilku godzinach oglądania skały i okolic przyjechaliśmy do Medellin, do którego wiedzie dwupasmowa, całkiem ładna droga, zwana tutaj autopistą, czyli autostradą, z czego autostradowe to tylko są jej ceny. No i może nawierzchnia…
Na szczęście w Medellin czekał na nas już Padre Mariusz, i znowu zatrzymujemy się w domu misjonarzy. Trochę tu odpoczniemy… Po południu trochę z Mariuszem zwiedzamy miasto, rozmawiając na ważne i nieważne tematy. Jest dobrze. Jest super. Jest sympatycznie!
————————-







