Dzień trzysta osiemdziesiąty dziewiąty 17.10.2019
Po porannej kawie idziemy do Waltera. To kilka kwadr od hostelu w którym teraz jesteśmy. Przenieśliśmy się z tego hostelu Gloria, bo już nas irytowali paskudnie. Słabe miejsce to było. Zresztą większość hosteli jest tu na godziny, dla osób spragnionych szybkiego bycia razem. W każdym pokoju lustra, w naszym nowym nawet na suficie, pod kątem, by można było się pooglądać z każdej strony, jak się leży na łóżku. Walter od razu przechodzi do rzeczy. Mówi, że trzeba do tej rodziny zadzwonić, zapytać jakie są ich pretensje, czego chcą. Tak też robi. Przy okazji mówi, ze trzeba zrobić takie badanie u rzeczoznawcy i aby to zrobić, trzeba z policji wziąć dokument, takie skierowanie na to. Ok. Jedziemy zatem na policję, a tam niespodzianka. Ojciec poszkodowanego w wypadku motocyklisty. ROzmawia z prowadzącym sprawę policjantem. Przeprasza nas, mówi, ze on przecież żadnych pieniedzy nie chciał i tego tam typu podobne kłamstwa. Chcieliśmy kuć żelazo póki gorące i podpisać porozumienie, ale nie wiemy jak to ma wyglądać, policjant mówi, ze dobrze by było gdyby to potwierdzić u notariusza. No i zaczyna się zabawa. Umawiamy się z ojcem na podpisanie u notariusza jutro po południu. Idziemy do notariusza umówić spotkanie. Notariusz Kruger jak czarny koń. Brud, smród syf i ubóstwo i kobieta, która chce zedrzeć z nas kasę, mówi że potrzebujemy z biura migracyjnego poświaczenie, ze możemy legalnie podpisywać dokumenty (!) i że całosć u niej będzie kosztować 152 sole peruwiańskie.
Wychodzimy, jedziemy się skonsultować do ambasady. Potem do innego notariusza i jeszcze do drugiego. wszyscy mówią, ze dowód i paszport wystarczy, by podpisać dokument. Zresztą notariusz to tylko potwierdza. i tyle. kurde. ciężki dzień, ale już jesteśmy bliżej niż dalej od załatwienia sprawy…




