209 dzień wyprawy
Utrzymująca się wciąż deszczowa aura weryfikuje nasze plany. Kierujemy się po śniadaniu w stronę Portland, aby zatankować najtańsze w regionie paliwo. Często zwracamy uwagę na tę rózżnicę w cenach ponieważ miedzy stacjami są one znaczne. W efekcie daje to spore oszczędności na paliwie. Do tej pory zrobiliśmy uż około 30 tysięcy km podczas tej wyprawy, więc ilośc paliwa jaką tankujemy jest duża…
PO zatankowaniu w deszczu kierujemy się na południowy wschód do parku Mt Hood. Jet to kolejny szczyt, tym razem w Oregonie, bo właśnie przekroczyliśmy granicę tego stanu. Jest wczesnie niedzielne popołudnie i mijamy dużo samochodów. Droga wspina się w górę. Leje. Cały czas leje. Tereny stają się coraz bardziej turystyczne. Mijamy sporo przydrożnych hotelików, zajazdów, pensjonatów.
Wczesnym popołudniem, w dużym deszczu dojeżdżamy pod sam szczyt góry „Mount Hood”. Na szczycie stoi hotel timberline lodge. Wygląda na to, że jest to popularny resort narciarski w zimie. Dookoła sporo wyciągów. Góry niestety nie widać, bo jest ona spowita mgłami, jak zresztą duża część krajobrazu.
Niestety czasem w podróży tak jest, że leje i leje i nie ma dużo przyjemności z takiego podróżowania. Na nocleg wybieramy ustronną zatoczkę. Wieczór mija na obserwowaniu spływających kropli wody , skroplonych wewnątrz defenera. Jesteśmy na znacznej wysokości. Gotowanie wody w środku powoduje skraplanie się wilgoci. Korzystając z chwili czasu pieczemy chleb. Jest pyszny, ale niestety nie pozwala to pozbyć się efektu skraplania wody w środku… No nic…
24.09.2023
———————-



