337 dzień wyprawy
Trochę tak jest, że kiedy wylatujesz, niezależnie o której godzinie, to już od rana jest takie lekkie poddenerwowanie. Już po prostu myślisz o tym , co musisz dziś załatwić, żeby spokojnie wylecieć z tej wyspy :).
Ale na spokojnie, wstaliśmy rano, wyruszyliśmy tuż przed dziewiątą. Zdecydowaliśmy by jednak nie jechać do Kona naokoło wyspy, tylko znaną już nam drogą w poprzek. tak też zrobiliśmy, przyjechaliśmy spokojnie do Kona, zobaczyliśmy miasteczko i przed 13 oddaliśmy samochód do wypożyczalni.

Wypożyczenie samochodu na cały okres pobytu na Big Island to był dobry pomysł. Byliśmy niezależni, mogliśmy dojechać gdzie tylko nam się żywnie podobało, mogliśmy zmieniać plany i było to wszystko ok.

Lotnisko w Kona jest niewielkie, znaczna jego część jest „na świeżym powietrzu”. Tuż po 15 rozpoczął się boarding, sprawnie weszliśmy na pokład i już po chwili byliśmy w powietrzu.

Pięć długich godzin miał nam zająć lot, ale jakoś tak finalnie zajął cztery i o 23 czasu lokalnego wylądowaliśmy w Los Angeles (dwie godziny do tyu [zmiana czasu], bo przelecieliśmy znaczny dystans na wschód).
Zanim dojechaliśmy do hotelu na noc zjedliśmy po hamburgerze we wiadomej sieci i po paru minutach byliśmy w hotelu. Podróżowanie jedynie z bagażem podręcznym ma swoje niezaprzeczalne plusy. Mieszczą się one w słowach szybko, przyjemnie, bez stresu z bagażem rejestrowym.
Przylatując z Hawajów, czyli najmłodszego stanu USA nie przechodzi się już odprawy paszportowej. Jest to lot krajowy, także po wylądowaniu po prostu przeszliśmy przez ten ogromny terminal na przystanek autobusów z wypożyczalni samochodów. Dojechaliśmy do Alamo, sprawnie wypożyczyliśmy auto (jedna uwaga, wyjątkowo nie chcieli przyjąć karty Revoluta, ale inną, z 'banku”, a nie jakiejś para organizacji bankowej). Wiadomo – karty trzeba mieć, im więcej tym lepiej. Trzy karty płatnicze to takie minimum wg naszych doświadczeń.
Jutro jedziemy do San Diego, gdzie odbiorą nas Iwona i Andrzej
30.01.2024
——————————



