754 dzień wyprawy
Chciałoby się napisać, że cisza i spokój w sobotę, ale nie, ogromne urwanie głowy bo z samego rana muszę jechać do Iwony obciąć jej włosy. Dziś jadą na narty, my zostajemy z Alusiem. To trochę dla nas męczącę, zwłaszcza że trzeba dopilnowywać i organizować wszystko na budowie, bo ciągle jeszcze sporo zajęć.
Po południu jadę po Krzyśka i zabieram go do Mar y Sol..
22.03.2025



