Przez Atlantyk/powrót – dwieście siedemnasty dzień wyprawy

Wczorajsze barbeque było bardzo udane. Zanim jednak to nastąpiło o 16.00 mieliśmy ćwiczenia, w celu zapewnienia właściwego poziomu bezpieczeństwa. Rozległ  się głośny alarm i ubrani w kamizelki i kaski, trzymając w rękach całe wyposażenie w workach (pianki i inne niezbędne w przypadku tonięcia elementy) przeszliśmy do punktu ewakuacyjnego na górnym pokładzie. Tam trwały już ćwiczenia, uruchomiono węże strażackie, ktoś z załogi symulował cierpienie i musiano go na specjalnych noszach ewakuować do szpitala (który też jest na pokładzie). Ogólnie rzecz biorąc dużo ciekawych zajęć.

O 19.00 była kolacja. Rozparcelowano świnkę, która całe popołudnie piekła się, a na deser podano lody. Życie ma sens. Jakby tego jeszcze było mało dla smakoszy serwowano caipihrinię. Słodką miksturę z soku z limonki, cukru i brazylijskiej wódki.

at_5a

Dziś dzień natomiast mija jak co dzień. Cisza, spokój, selekcja filmów i zdjęć, przygotowywanie prezentacji. Leżakowanie na pokładzie w słońcu. I cisza. I tylko szum przelewających się dookoła statku fal. Jesteśmy już na pełnym oceanie. Do tej pory płynęliśmy wzdłuż wybrzeża brazylijskiego, ale od dzisiejszego ranka już wpłynęliśmy na szerokie wody Atlantyku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.