43. Defender odebrany z portu w Veracruz!

43 dzień wyprawy

Wczorajszy dzień zakończył się bardzo późno. Byliśmy już tak bardzo zmęczeni najpierw wyczekiwaniem z niepewnością na rozwój wypadków, a potem całą akcją odbierania Defendera, że dopiero dziś podsumujemy te wydarzenia. Można by o nich długo rozmawiać i przekazywać różne wersje. Bo obydwoje z nas mieliśmy różne perspektywy. Tak jak przy rewizji, tak i tym razem na wejście do portu zezwolili tylko jednej osobie.

Powrót do portu

Po wydarzeniach poprzedniego dnia kiedy to rozstałem się z moją żoną w centrum miasta ja ruszyłem z pracownikiem agencji do portu, a moja piękniejsza połowa udała się do domu aby oczekiwać na rozwój wypadków. Droga do portu była już mi znajoma. Tak samo jak procedura wejścia za bramę gdzie wsiedliśmy ponownie do auta z agencji i dojechaliśmy około 2 km na plac gdzie stał Defender. Był to ten sam plac i dokładnie to samo miejsce. Nikt go nie ruszył od czasu kontroli celnej.

Po kilku minutach wypisywania różnych papierów dostałem zezwolenie na zabranie naszego auta. pobieżna inspekcja wykazała że jest całe i nie uszkodzone po tak długim czasie stania w porcie. Niestety dopiero teraz zauważyłem że mała dźwignia od reduktora, czyli mechanizmu blokującego napędy i zmieniającego przełożenia, jest ustawiona na zblokowanie napędów… Ktoś musiał „bawić” się tym elementem. A nie było takiej potrzeby, bo auto zostawiliśmy na prawidłowych ustawieniach do jazdy szosowej! Mam nadzieję, że dalsze użytkowanie nie wykaże jakichś uszkodzeń.

Pierwszy kontakt

Auto odpala bez problemu, ruszam i po pierwszej kontroli ruszam za pojazdem agencji w kierunku urzędu celnego i bramy wyjazdowej. Port w Veracruz jest ogromny. To kilka kilometrów rozciągłości z wieloma odnogami i sekcjami. Jedziemy dobre 30 minut, często stoimy w korkach, bo ruch ciężarówek jest ogromny. Następnie auto agencji zawraca, a ja zostaje sam na końcu bardzo długiej kolejki aut ciężarowych i dostawczych. Tak byliśmy umówieni wcześniej, a ja dostałem instruktarz słowny jak postępować na kolejnych etapach wyjazdu z portu. Przede mną były jeszcze dwie kontrole końcowe i bramki wyjazdowe.

Wolność

Cały proces zakończyłem wyjazdem na ruchliwy odcinek drogi po jakichś 2 godzinach stania w korku. Wszystkie pojazdy przechodziły przez wąskie gardło ostatecznej kontroli papierów na wyjeździe z portu. W okienku usłyszałem kilka pytań, gdzie mieszkamy, czy samochód jest na polskich rejestracjach, dokąd będziemy jechać itp. Potem mi też udało się bez problemu opuścić „bramę Meksyku”….

Pod mieszkanie dojechałem już późnym wieczorem. Na chodniku przywitała mnie żona. Nie wiem z czego bardziej się cieszyła, czy z mojego powrotu czy Defendera…? 😉

Pierwszy dzień jesteśmy razem…

Wydarzenia wczorajszego dnia nas trochę zmęczyły. Ale rano ruszyliśmy do boju z nową energią. Przyszedł czas na rozebranie ścianki działowej którą robiliśmy jako zabezpieczenie na czas transportu. W godzinkę udało się ją zdemontować i przywrócić wnętrze Defendera do normalnego stanu. No i dokończyłem naprawę opadniętej szyby, która zepsuła się jeszcze w porcie wczoraj.

Następnie odkurzyliśmy wnętrze i pojechaliśmy na myjnie. Na karoserii i podwoziu zebrała się warstwa soli, niebezpieczna dla metalowych części pojazdu. Potem ponownie poprzekładaliśmy trochę rzeczy z mieszkania do pojazdu. Upał dziś ponownie był spory i zrobiliśmy przerwę na obiad i odpoczynek. Wieczorem odstawiliśmy Defa na myjnie, bo w nocy maja tam ochronę kamery a okolica wydaje się spokojna dla zaparkowania samochodu.

11.04.2023

———————–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.