336 dzień wyprawy
Dziś kolejny wspaniały dzień. Często budzę się rano, albo zdaję sobie sprawę w ciągu dnia, jak piękne chwile są w moim życiu i każdego dnia jestem wdzięczna. Sobie, bliskim, światu. Dzisiaj spaliśmy długo, bo prawie do ósmej. Potem super leniwa, duża kawa, a nawet dwie kawy. A co… na wypasie… Zjedliśmy potem jajeczniczkę na śniadanie i ruszyliśmy do Hilo.

Dziś kręciliśmy się dookoła tego miasteczka. Zobaczyliśmy Downtown, czyli tak zwane stare miasto, zobaczyliśmy japoński park, pospacerowaliśmy uliczkami miasteczka i portu w Hilo. Sennie, niewiele turystów, pomimo że do nabrzeża przybił duży statek wycieczkowy.



Dziś zafundowaliśmy sobie niezdrowy dzień szaleństwa, czyli wypiliśmy dużą, super słodką mrożoną kawę. Tak, w tym miejscu, którego nazwy nie wymieniam, a które jest siecią, oplatającą cały świat.



Następnie ruszyliśmy do dwóch wodospadów, pierwszy to Rainbow falls, drugi nieco mniejszy, nazywany Boling pots.


Następnym punktem naszej trasy była jaskinia. Niesamowite miejsce. Chłodna pieczara w głębi ziemi, powulkaniczna dziura, z kapiącą wewnątrz wodą, a porośnięta przy wejściu bujną roślinnością. Wrażenie niesamowite…

Potem pojechaliśmy już na wybrzeże, w okolice miejscowości Pahoa.Zrobiliśmy kółko urokliwą niezwykle droga nr132, która najpierw przebiega blisko oceanu, a potem wchodzi w głąb dżungli i otaczają wąską drogę piękne, dorodne drzewa z rozłożystymi gałęziami.

Zjedliśmy tradycyjny posiłek ( ja znowu Poke, a Krzysiek znowu to co zwykle, bo niby bezpieczne i znane…) i wróciliśmy do domu. Jutro opuszczamy wyspę. dziś jeszcze możemy się rozkoszować ciepłym klimatem…
29.01.2024
———————————




