Wietnam – trzydziesty dzień wyprawy

hanoi 027

Wietnam to państwo do niedawna silnie komunistyczne. To pierwsze, co rzuca się w oczy, kiedy lądujemy w stolicy tego kraju. Wietnam, który ma powierzchnię porównywalną z Polską, ma dwa razy więcej mieszkańców, ponad 85 milionów. Na ulicach jest tłoczno, tym samym gwarno i hałaśliwie. Wietnam ma przepiękną deltę Mekongu, jednej z największych rzek w Azji, Zatoka Ha Long, ze swoimi unikalnymi formacjami skalnymi, została wpisana w 1994 roku na listę Unesco. Wietnam jest kompletnie różny od innych państw Azji południowo-wschodniej. Widać tu wyraźną dominację i wpływy chińskie, zamiast Watów, w dużych ilościach można spotkać Pagody, całe morze czerwonych flag z sierpem i młotem lub żółtą gwiazdą. Charakterystyczna jest również architektura. Kolonialny styl francuski miesza się z bardzo wąską zabudową kamienic.

hanoi 037

Domy, nawet gdy są wolnostojące, są wąskie na szerokość 3-4 metrów. Charakterystyczne wietnamskie nakrycia głowy, stożkowe, w kształcie ostrosłupa o podstwie koła, bambusowe lub wiklinowe czapki, są wszechobecne. Jadąc autobusem widać wiele pól ryżowych, stojących w wodzie.Jeszcze w Laosie na lotnisko dojeżdżamy tuk tukiem po małej negocjacji ceny. Nadajemy bagaże, zapominam wyjąć z podręcznego nożyk, który zabiera mi obsługa lotniska na późniejszej kontroli. Terminal trochę senny i prowincjonalny. Widzimy dosyć duże prace budowlane, miejmy nadzieje, że rozbuduje się szybko. Dolatujemy do Hanoi po 45 min locie z Vientianu. Samolot Airbas A 320 pachniał jeszcze nowością, dostaliśmy mały poczęstunek nawet na tak krótkim locie. Po odebraniu bagażu, szukamy taniego transportu do miasta. Lotnisko oddalone jest około 35 km od centrum. Wychodząc na zewnątrz dostajemy propozycje podwiezienia od kierowców taxi za 350000 VDN. Rezygnujemy sugerując się informacją z przewodnika i pani z lotniska o dostępnym busie za 2 $ . Po kilkunastominutowym daremnym poszukiwaniu go, decydujemy się na wspólną podróż taxi z poznanym na lotnisku amerykańskim małżeństwem. Po dokładnym ustaleniu ceny z kierowcą ruszamy. Na miejsce dojeżdżamy w niecałą godzinę.

hanoi 040
Kiedy kierowca stwierdził, że jesteśmy na miejscu lekko się zdziwiliśmy. Okolica wyglądała mało gościnnie, pomimo że byliśmy w samym centrum miasta. Nasz hotel znajdował się w tak zwanym Old Qarter, sercu starego miasta. Wąziutka uliczka, wąskie fasady budynków, przed którymi mieszkańcy gotowali, na naszych oczach zabijali drób. Plątanina kabli elektrycznych, obdrapane tynki, suszące się ubrania. Na szczęście Brand Hotel Hanoi wyróżniał się z otoczenia na korzyść. Wąskie wejście do budynku skrywało dosyć przyjemne wnętrze. Odebraliśmy klucze od pokoju, a następnie poszliśmy poznać okolice. Do tej pory pisaliśmy, że jest rześko kiedy było chłodno. W Hanoi jest po prostu zimno. Właściwie wszyscy się trzęsą. Ubrani na „cebule” we wszystkie rzeczy z plecaka szliśmy uliczkami w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Niestety jak się potem okazało trafiliśmy tu w okresie obchodów Chińskiego Nowego Roku. Wietnamczycy mają wtedy kilka dni wolnego.

hanoi 015
Minęliśmy tylko jedna uliczną jadłodajnie po drodze. W pewnym momencie pod wiaduktem kolejowym ujrzeliśmy kilka stoliczków plastikowych, osoby na specyficznych grilach, przyrządzały sobie jedzenie. Zatrzymaliśmy się patrząc z ciekawością. Zachęceni przez właścicielkę i przynagleni głodem, siedliśmy. Uwiedzeni kolorytem miejsca i sposobem przyrządzania potrawy przez samego siebie, nawet nie zapytaliśmy o cenę ( co się później okazało nieciekawą niespodzianką). Błyskawicznie zorganizowano dla nas zarówno stolik (przyniesiono go „zza muru”), jak i światło (wkręcono żarówkę do oprawy w plątaninie kabli), a także maszynkę gazową z rodzajem grilla na niej. Podano jakiś rodzaj chrupków i ostry, pikantny sos na przekąskę. Po chwili pojawiły się masło, olej, różne sosy, warzywa i talerz z drobno pokrojonym mięsem, wołowiną, boczkiem i skórkami z drobiu.
Poinstruowani przez pomocnego właściciela, podglądając sąsiednie stoliki, zaczęliśmy przypiekać mięso i warzywa. Było to dosyć trudne, ponieważ do dyspozycji mieliśmy tylko pałeczki. Reasumując, siedzimy pod mostem, pieczemy skórki z drobiu, mięsko, cebulkę i warzywa, jest fajnie. Rachunek trochę nas zaskoczył. Wydawało nam się, że Wietnam jest tańszy niż kraje w których byliśmy do tej pory. Objedzeni wróciliśmy do hotelu, na kolejną niespodziankę. Na dworze 10 stopni, a ogrzewania brak. Pierwszy kontakt z Wietnamem za nami.

ha noi dzień ostatni (23)

Napisz do nas
Facebook
YouTube