960. Rowerem po Nowym Jorku

960. dzień wyprawy

Nareszcie nie pada. Co prawda niebo jest mocno zachmurzone, ale już z samego rana jadę na Downtown New Jersey. Nawet uroczo. W piekarni kupuję pyszne crossanty, wracam do Luisa, gdzie pijemy z Krzyskiem kawę i jemy drugie sniadanie.

Wspaniałe są te nasze dni, nasza podróż. Rozkoszuję sie zawsze chwilą. Uważam że warto, bo jest wystarczająco przeciwności, o których się nie pisze i nie mówi, a są uciążliwe. Bo planowanie jest dosyć męczące…

Potem razem jedziemy do Nowego Yorku. Tym razem decydujemy sie pojechac metrem, a raczej Path. Wyjdzie taniej niż promem, także musimy tylko korzystać z windy na perony, co trochę jest czasochłonne. Ale jest ok.

Jedziemy od wschodniej części Manhatanu, chińską dzielnicą, potem East Side, potem trochę Central Park, potem West Side, Soho, i tak dalej, dojeżdżamy aż pod Byka przy Wall Street. Cudowny dzień. Pizza, lody, znowu lody i cały czas rower. Można szybko i fajnie się przemieszczac.

Myślałam żeby zostać jeszcze jeden, dwa, trzy dni, ale jednak kamping za 183 usd za dobę, to jednak za dużo, tydzień w tym miejscu w zupełności wystarczy. Jutro ruszmy dalej.

14.10.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.