Argentyna – pięćdziesiąty dziewiąty dzień wyprawy

w drodze do Punta Tombo

w drodze do Punta Tombo

Dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem patagońskich zwierząt. Po pierwsze wyruszyliśmy z Playa Union wcześnie rano, tak jak sobie obiecaliśmy. Zmieniłam tylko w budziku 6 na 7, żeby jednak trochę litości okazać dla siebie i mego męża i już o 8.30 ruszyliśmy w drogę. Standardowa procedura – tankowanie i jazda do celu.Okazało się, że z Rawson do Punto Tombo można jechać krótszą drogą, ale rupio (to znaczy że szutrowa, kamienna i piaszczysta). Zdecydowałam przełamać swoją niechęć do tego rodzaju drogi i ruszyliśmy. 130 km przejechaliśmy po szutrze, nie spotkawszy żywego ducha.

 Do Punto Tombo prowadzi również droga szutrowa, przez kolejne 20 km jechaliśmy podziwiając widoki oceanu, który wyłaniał się za kolejnymi zakrętami, później widzieliśmy tutejsze lamy, czy gnu, czy jak one się tam nazywają.

Punta Tombo

Punta Tombo

W Punto Tombo dużo turystów, zdecydowanie za dużo, jak dla nas, ale chcemy zobaczyć pingwiny jak wszyscy, więc płacimy za bilety wstępu i ruszamy do kolonii pingwinów. Pingwinów jest bardzo dużo, tworzą kolonię, na obszarze ponad 10 km2.To pingwiny Magellana. Pingwiny w tej kolonii są od września do kwietnia. Później migrują do Brazylii.

Punto Tombo

Punto Tombo

Dorosły pingwin ma około 5 kg, żywi się rybami, kalmarami i innym morskimi owocami. Pingwiny faceci mają zwykle charakterystyczne biało czarne fraki. Pingwin żyje średnio 30 lat. Co ciekawe, większość swoich życiowych funkcji odbywa na lądzie – rodzi się, wykluwa, dorasta. W wodzie tyko łapie pożywienie i migruje do cieplejszych wód. Pingwiny w wodzie zachowują się jak drapieżniki. Ze względu na swój kształt (wyglądają w wodzie jak pocisk), z łatwością i dużą szybkością polują na ryby.

SONY DSC

SONY DSC

Kiedy już wracamy z wizyty w kolonii pingwinów, na parkingu spotykamy znowu Livię i Jensa, z którymi płynęliśmy na Grande Amburgo i których spotkaliśmy w Puerto Madryn dwa dni temu.  Witamy się, śmiejemy i żartujemy, że ta Argentyna naprawdę jest mała. A prawda jest taka, że turyści jeżdżą wyznaczonymi szlakami, czy tego chcesz czy nie, spotkasz tych samych ludzi. Zdecydowaliśmy pojechać do Camarones.

SONY DSC

To niewielka miejscowość na wybrzeżu. Ruszyliśmy z Punta Tombo jak najkrótszą drogą. Wiedzieliśmy że częściowo droga będzie szutrowa, ale nie spodziewaliśmy się że na całej długości będzie na przemian piach, kamienie i zero asfaltu. Na całej długości trasy, jak okiem sięgnąć, jedna estancja, potem druga, potem trzecia. Estancja to takie ogromne 1000, 2000 hektarowe i jeszcze większe gospodarstwa.Podróżując tą drogą widzimy mnóstwo zwierząt, przede wszystkim barany, całe stada baranów, a także konie w gromadzie, później dużo od czasu do czasu trafi się mara patagońska, czyli taki swoisty rodzaj zająca.

SONY DSC

SONY DSC

Czasem na poboczu stoją stadka strusi Nandu. Płochliwie przebiegają drogę przed naszymi motorami i znikają w Pampie. Widzimy też stada Gwanako, takiej lamy występującej w Patagonii. Przez ponad 100 km nie spotkaliśmy żywego ducha, dopiero po jakiś 110 km zobaczyliśmy jakieś domostwo i przejeżdżający obok samochód. To był jedyny samochód jaki spotkaliśmy na tej trasie. Po 130 km dojechaliśmy wreszcie do Camarones.Camarones to mała mieścinka, znana z wielkiej ilości występujących tu w morzu krewetek, a także z krótkiej bytności w latach dziecinnych Juana Perona.

Camarones

Camarones

Miasteczko ma trzy ulice, wszystkie są kamienisto – piaskowe. Wieje jak diabli, ale jest ciepło. Piękny widok na zatokę wynagradza wiele.Znaleźliśmy kamping, rozłożyliśmy namiot klnąc przy tym  niemiłosiernie. Okazało się, że wszędzie (doświadczyliśmy też tego wcześniej) jest piach tak twardy, poprzetykany kamieniami, że nie można wbić śledzi, a jak się je wbija, to się  wyginają. Cholerstwo. W końcu część linek przymocowaliśmy do kamieni, do drzewa i zakończyliśmy męczarnie z namiotem. Jeszcze tylko krótka, szybka kolacja i spać. Jutro plan zakłada dojechanie do Comodoro Rivadavia.

Napisz do nas
Facebook
YouTube