Przez Atlantyk – dziewiętnasty dzień wyprawy

pełny relaks

pełny relaks

Pobudka była dziś dosyć przyjemna, z powodu wczorajszego przesunięcia czas, ponownie o godzinę wstecz. Wstajemy sprawnie, a nawet chwilkę przed czasem i wpół do ósmej jesteśmy w jadalni. Pochłaniamy jogurt, dżem i bułeczki. Zmuszam się do jednej, pomimo, że są pachnące jest dla mnie za wcześnie na posiłek.

Wielodniowy pobyt na statku powoduje lekką klaustrofobię. Wychodzimy przewietrzyć się. Już przed

Dakarem powietrze znacznie się ociepliło. Zbliżamy się do równika. Z pozycji GPS wynika, że zostało jeszcze niecałe 800 km. Pomimo chęci pooddychania tym tropikalnym powietrzem, dosyć szybko chowamy  się do środka.

Powodem tego jest całodzienne mycie pokładu. Cezar i reszta filipińskiej załogi wyciągnęła karchery i silnymi strumieniami wody zaczęła sprzątać pokład pokryty smarami po autach które byłe transportowane z Europy do Dakaru. Wracamy do kabiny. Codziennie od rozpoczęcia rejsu po śniadaniu, a przed lunchem puka do nas Giuseppe z pytaniem, czy sprzątać kabinę. Pomimo, że są to jego normalne obowiązki staramy się mu nie dodawać niepotrzebnej pracy. Sami ścielimy łóżka, sprzątamy łazienkę, czy ścieramy kurze.

Dziś jednak pora na generalne porządki, wymianę ręczników, pościeli i mycie podłogi. Korzystam zatem z jego oferty i zostawiam klucze od kabiny. Aby nie przeszkadzać mu w pracy idziemy do salonu porozmawiać z pasażerami. Większość z nich dziś tam się zebrała z powodu niemożności wyjścia na zewnątrz.

Po jakimś czasie na pokładzie zrobił się mini basem, widzimy to przez okna. Pokład statku wykończony jest metalowym rantem o wysokości około 10 cm. Ogromne ilości wody teraz przelewają się po pokładzie nie mając ujścia za burtę. Są oczywiście miejsca gdzie woda może swobodnie odpłynąć, ale lekkie kołysanie statku skutecznie spowalnia ten proces. Wymyte białe ściany statku i zielona podłoga odzyskują swoją intensywność barw.

nm_72

Po lunchu wracamy do kabiny. Czyściutka podłoga, łazienka i zmieniona pościel. Super. Teraz nadszedł czas na spisanie naszej pozycji z GPS dla Cedrica. A tak, bo zapomniałem przecież napisać, że zostałem pomocnikiem naszego pisarza. Zaraz na samym początku rejsu Cedric widząc w moim ręku nawigację, zapytał czy mogę mu codziennie po południu podawać naszą aktualną pozycję. Tak więc mam teraz codzienny obowiązek. Wyjaśnił mi, że jak zrozumiałem, pisze coś na kształt dziennika podróży i chciałby mieć taką informację. Ciekawe czy napisze coś o pasażerach…

Reszta dnia upływa już rutynowo. Leżymy, patrzymy przez okno, znowu leżymy… Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Dziś trochę o tym, że jak się dowiedzieliśmy kilka dni temu, prawie wszyscy pasażerowie prowadzą bloga z podróży. Będąc w Dakarze zajrzeliśmy na ich strony z ciekawości. Część właściwie dopiero zaczęła i nie ma tam za wiele wiadomości. Jest trochę zdjęć z poprzedniej podróży do Ameryki pary z Francji. Początek relacji z podróży Daniela przez Amerykę Południową do USA. Strona Livi i Jensa o ich rozpoczętej przygodzie w aucie WV T4. Będę zaglądał w przyszłości do tych relacji…

Napisz do nas
Facebook
YouTube