Dzień dwieście czwarty 15.04.2019
Rano wreszcie nadchodzi upragniona wiadomość – jest panel solarny. Przyszedł do San Rafael – mechanik Rodolfo prześle go nam do Mendozy. I bardzo dobrze, Mendoza może być. DO południa Krzysiek produkuje jeszcze przysznic na fince Orlanda, a po południu wyjeżdżamy.
Żegnamy się jeszcze z matką Guillerma, żegnamy się z rodziną Orlanda (ma ciekawą żonę, Chilijkę, którą poznaliśmy wczoraj) i już mkniemy do Mendozy na terminal busów. Przyjeżdżamy przed piątą, co prawda Rodolfo napisał nam, ze około 18.00 będzie do odbioru, ale z naszym szczęściem wiadomo – udało się szybciej.
Wieczorem jedziemy na JEDYNY camping w całej Mendozie, daleko za miastem, właściwie już w miejscowości Las Heras. Koszmarnie drogi, ale nie ma wyjścia. Nie możemy stać w mieście. To zbyt ryzykowne (w pewnym sensie)…





