Argentyna/Chile/Boliwia – Dzień 300

Dzień trzysetny  20.07.2019

Można powiedzieć, ze pracowity dzień. Rano uzupełniamy zapasy paliwa, które mamy w dwóch plastikowych kanistrów na dachu. Zmniejszamy ryzyko, ze się przetrą w jakimś niefortunnym miejscu. Zjadamy jajecznicę na śniadanie, już się odzwyczailiśmy od takich warunku, po miesiącu w Tupizie. Przed nami prawie godzina wspinania się drogą nr 52 ogromnymi serpentynami w kierunku Salinas Grandes. Spektakularne widoki  nie pozwalają nam oderwać wzroku od krajobrazu.

image004 image003

Póżniej robimy parę fotek w miejscu gdzie pięć lat temu wywrócił nam się motocykl. Na pamiątkę. Na wysokości 4200 zaczynamy lekki zjazd w dół widząc w oddali salar Salinas Grandes.

image007 image015 image018

Zatrzymujemy się pośrodku, robimy parę fotek. Trochę taka sentymentalna podróż, wspominamy co się działo 5 lat temu. Później przejeżdżamy przez Sasques. Podobno najwyżej położona wioska argentyńska 3896 mnpm.  Zrobiło sie nostalgicznie. Tu byliśmy pięć lat temu…. Ależ ten czas leci. Fajne są takie powroty…

image030 image027 image024 image021

Dziś chcemy przekroczyć dwie granice. Dojeżdżamy wiec pośpiesznie do paso de jama, granicy miedzy Argentyną a Chile. Na granicy jest całkiem nowa stacja YPF. Niestety nie wymieniliśmy na ten przejazd krótki przez Argentynę peso. Kurs wymiany dolara jest słaby, a stacja nie akceptuje Mastercard, którą mamy. Jedziemy na terminal, punkt odprawy, nie uzupełniając paliwa. Przy okienku spotykamy młodą Rosjankę. Pomagamy jej rozwiązać problem, bo przyjechała autostopem, a tej granicy nie można przekraczać na piechotę. Formalnie przyjmujemy ją zatem do auta. Na niby.

W Chile jeszcze wyżej. Przekraczamy 4800 mnpm. Tak wysoko to jeszcze nie bylismy… Dookoła lamy, zachęcają do zdjęć, albo wręcz przeciwnie, bo uciekają żwawo..Zimno. Zimno naprawdę i śnieg. witamy w lipcu w Chile. W Andach. Zimno i śnieg. Może nie po pas, ale zawsze…

image038 image037 image035

image023

Odprawa i później przeprawa całkiem sprawnie przebiega. Dojeżdżamy do granicy Chilijsko boliwijską. W ostatnim roku postawili tu posterunek. Ospała załoga podbija nam paszport i możemy wyjechać z Chile, gdzie byliśmy niespełna godzinę. Kilka kilometrów za odprawą chilijską jest posterunek boliwijski, szybkie przybicie pieczątek, a potem jeszcze parę kilometrów i musimy zrobić odprawę samochodu. Droga jest szutrowa, rozjeżdżony szlak na pustyni. Trzecia kontrola gdzie musimy dostać pozwolenie na wjazd autem, jest dosyć drobiazgowa, nawet VIN sprawdza. Niemiła niespodzianką jest opłata za wjazd do parku narodowego w wysokości 150 boliwianów od osoby. Niestety musimy ją opłacić. W narastających ciemnościach na wysokości 4500 nad laguną Blanca stajemy na nocleg. Zimno. Bardzo zimno. Szczelnie zamykamy firanki, okna. Chowamy się w śpiworach