1137 dzień wyprawy
A my czekamy. Do wylotu, do wyplynięcia aut. Już środa, miało sie coś wydarzyć, ale nie czekanie, pieczenie chleba, spacer po okolicy. Nic takiego, ciekawego. Przymiarki do rozliczenia pitu
09.04.2026
1137 dzień wyprawy
A my czekamy. Do wylotu, do wyplynięcia aut. Już środa, miało sie coś wydarzyć, ale nie czekanie, pieczenie chleba, spacer po okolicy. Nic takiego, ciekawego. Przymiarki do rozliczenia pitu
09.04.2026
1136 dzień wyprawy
A taki tam dzień, wyczekiwanie. Byle do środy, bo jużniedługo wylot, ale jeszcze długo, właśnie taka ambiwalencje. Dziś zakupy z Natalką, jak zwykle za mao kupiłam. W Ameryce trzeba robić duże zakupy, bo daleko do sklepów, jak sie żyje normalnie w domu… na przedmieściach czy dalekich przedmieściach.
1135 dzień wyprawy
I tak to jakoś poszło. Wczoraj wróciliśy z Natalią , która w swojej obroci serca przyjechała po nas do portu. Dziś czujemy się puści. Sami. Bez Buicka, bez Luisa. Bez domu. No dobra, dobra, nie jest tak źle.
1134 dzień wyprawy
Nadszedł ten wielki dzień. Niestety, stety, na szczęście. Do przodu. Ale jakoś dziwnie. Ale nie ma co tego rozkminiać. Nie ma co rozdzielać włosa na czworo. Tak ma być, trzeba bardziej być twardym, a nie takim rozlazłym i miękkim.
1133 dzień wyprawy
Wspaniały rodzinny dzień. I pyszny. Na brunch pojechaliśmy do rodziny Pawła, do jego siostry Igi, była też jego mama i druga siostra Edyta. Bardzo było sympatycznie, ciekawie, interesująco. Najedliśmy się po brzegi, pod korek. Prawdziwie świątecznie..
Siedzieliśmy ponad pięć godzin, co jest wspaniałym dowodem mile spędzonego czasu





05.04.2026
1132 dzień wyprawy
Przerwa mała w wysyłce samochodów. Luis dopiero w poniedziałek jedzie do portu. A tymczasem dziś u nas przygotowania do świąt. Wczoraj w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Filadelfii. Cóż za ciekawa architektura. Ale to prawda ze Ameryka chyli się wszystko jest takie starodawne, ulice słabe, mosty niby duże, ale niczego nie ma nowoczesnego..
1131 dzień wyprawy
Wstajemy skoro świt. A Krzysiek to nawet wcześniej. On rusza pierwszy, a półtorej godziny później Ja z Natalką jedzeiemy za nim. Kierunek New Jersey, ale jakieś takie przedmieścia. Jedziemy i jedziemy. POnad cztery godziny. Długo, daleko. Ale nie ma wyjścia.
1130 dzień wyprawy
Przez ostatni czas zaprzątała nas (jeszcze w Meksyku) kwestia załatwienia dokumentu, o pustym zbiorniku gazu, tak by mógł wjechać do portu. Blisko Ellicotcity był taki punkt ale chcieli aż 195 usd. Powiedzieliśmy im by się wypałowali, mówiąc brzydko.
1129 dzień wyprawy
Nawet jeśli przypuszczaliśmy, że nasze pakowanie zakończy się w jeden dzień, to nikt się z nas nie łudził nawet, że to może być prawda. No i nie udało sie, ale na szczęście cay dzień jeszcze przed nami. Na spakowanie wszystkiego.
1128 dzień wyprawy
W zasadzie cały dzień się pakujemy. Spaliśmy jeszcze dziś w środku w naszym kamperze, ale już od jutra przenosimy się „na pokoje” do Natalii i Pawła. Nie wiedziałam, że tyle mamy gratów. Naprawdę, pełno rzeczy mamy. To jest naprawdę szok…
upychamy wiele rzeczy w kartony do Buicka, który osobno płynie w kontenerze z firmą Leśniewski.