Wszystkie wpisy, których autorem jest Wiesława Rudź

121. Tuktoyaktuk zdobyty

121 dzień wyprawy

Dzień dziś wyjątkowy. Rano opuściliśmy Tuktoyaktuk, a raczej wcześnie w nocy, a może wceśnie rano. Ale od początku… Wczoraj przyjechaliśmy bardzo późno, oczywiście było jasno, słońce w rozkwicie cały czas, to nic, ze 22 czy 23.

Na końcu cypla, tam gdzie kończy się droga, gdzie piękny znak Arctic Ocean, dojechaliśmy, wykończeni i zmęczeni, ale przeszczęśliwi.

120. Dojeżdżamy do Inuvik

120 dzień wyprawy

Wstajemy skoro świt, bo chcemy wcześnie rano zaliczyć przeprawy promowe, które nas czekają. Pierwsza to Peel River, krótka, może 5 minutowa. Druga, za kolejne 70 km – na rzece Mackenzie, znacznie szerszej i o bardziej wartkim nurcie.

Za pierwszą przeprawą, Peel River, znajduje się mała osada Fort Mcpherson, to miejsce gdzie mieszkają „pierwsi osadnicy”, albo „pierwsze narody” czyli po dawnemu Indianie.

119. Urokliwe Dempster Highway, tylko te komary…

119 dzień wyprawy

Wstajemy w miarę wcześnie. Rano także dosyć sporo komarów. Próbujemy jakieś śniadanie zjeść nie jest to jednak łatwe, rezygnujemy szybko ze stania w tym miejscu i ruszamy. Przed nami kolejne wiele kilometrów. Nie ma nic. Na mapce turystycznej niby oznakowane kolejne punkty widokowe i miejsca do kempingowania, a raczej do postoju…Dookoło trochę karłowatych lasów, trochę gór, które z czasem zaczynają się wypłaszać.

118. Wjeżdżamy na Dempster Highway!!!

118 dzień wyprawy

Kolejne kilometry dojazdu do drogi Dempster  Highway. W niecałe 120 km pokonujemy dystans jaki dzieli nas od junctions, czyli skrzyżowania z „naszą” docelową drogą. Około południa wjeżdżamy wreszcie na naszą pierwszą ostatnią prostą do morza arktycznego, Do Tuktuyaktak jakieś 900 km… do Inuvik 736 km… Wjeżdżamy i czujemy ekscytację wielką, bo oto jesteśmy już bardzo blisko zrealizowania naszego pierwszego celu w tej podróży… Już za chwileczkę będziemy na ostatniej prostej do naszego pierwszego głównego celu tej wyprawy.

116. Witamy w Whitehorse

116 dzień podróży

Dojechaliśmy wczoraj do Whitehoarse, nakupowaliśmy uszczelek w mieście, zakleiliśmy szpary, spotkaliśmy dziewczyny Całkiem miły wieczór, gorąco, spontanicznie, trochę wina.

A pozatym wieczorem burza niewielka, ale za to bardzo fajnie się ochłodziło.

Wiele czasu spędziliśmy w Walmarcie, a potem pod Canadian Store, by najpierw zadobyć zestaw uszczelek, a potem je wykleić… Przy okazji kupiliśmy repelent i siatkę na głowę.

115 Komary w Kanadzie czyli jak przeżyć na Yukonie

115 dzień podróży

Noc tragiczna. Cały wieczór i noc tragiczna po prostu. Pełna walki z komarami, pomstowania na niekończący się dzień, który powoduje jakby człowiek miał cały czas jetlag, a do tego jeszcze nieszczelności, dziurki, otwory Defendera powodują to, że wczoraj Krzysiek (i ja zresztą też ) mięsem rzucał na wszystkie strony obiecując Defenderowi, że pójdzie do pierwszego człowieka który go będzie chciał kupić, albo wręcz w ogóle pójdzie na złom.