83 dzień wyprawy
Wstajemy późno… nie… nawet nie tak bardzo, ale długo nam schodzi zanim jesteśmy na nogach. Jemy śniadanie, ja wreszcie omleta robię, bo kupiłam wczoraj mało w wal marcie. Potem Krzysiek zostaje w aucie, a ja idę na szlak.
83 dzień wyprawy
Wstajemy późno… nie… nawet nie tak bardzo, ale długo nam schodzi zanim jesteśmy na nogach. Jemy śniadanie, ja wreszcie omleta robię, bo kupiłam wczoraj mało w wal marcie. Potem Krzysiek zostaje w aucie, a ja idę na szlak.
82 dzień wyprawy
Co za dzień dzisiaj…. Rano dosyć długo się zbieramy. Nie wiem, jakoś tak nam schodzi… najpierw kawa, śniadanie, Krzysiek robi naleśniki, znowu jest pysznie. Potem podłącza komputer i wstawiam muzykę do filmu, potem film wstawiamy na YT. Wszystko zabiera czas..
81 dzień wyprawy
Dziś dzień super techniczny. Z jednej strony strata czasu, bo trzeba jechać zwiedzać, z drugiej strony to bardzo dobrze bo jest wreszcie czas by się spokojnie ogarnąć, a nie ciągle gnać z wywieszonym jęzorem. Jestem przebodźcowana po tym Bryce Canyonie.
80 dzień wyprawy
Budzimy się skoro świt, w sensie jak jest już jasno. Zimno. W samochodzie 6 stopni, a jest godzina 7.15. Na szczęście słońce przebija przez drzewa i widać, że zaczął się już piękny dzień. Wstajemy, witamy się z dziewczynami, robimy kawę, śniadanie, poranne obrządki.
77 dzień wyprawy
Wstajemy bardzo późno. Długo się dziś wylegujemy. Mamy powody. Cieknie uszczelka pod głowicą. Niby nic, niby nic, ale Krzysiek już się denerwuje co to będzie. Konsultujemy dziś tą awarię z Pepkiem , z Mariuszem z Bandrowa, z Michałem Szymańskim.
76 dzień wyprawy
Wspaniały dzień. Rano budzimy się w miarę wcześnie, jemy śniadanie, pijemy kawę i fruuu do parku Zion. Droga do samego parku wiedzie malowniczą (, przynajmniej od strony wschodniej. Naprawdę widoki są fantastyczne, co chwileczkę się zatrzymujemy żeby zrobić zdjęcie.
72 dzień wyprawy
Ranek wspaniały. Rześko, ale bez ironii. Po prostu znakomite 16 C. Jak na pobudkę w Defenderze to znakomicie. Nie trzeba się ubierać zbyt mocno przed wyjściem z auta. No i poranna kawa smakuje lepiej. Poranek mija na ustalaniu gdzie, kiedy i po co jedziemy… Potem ja trochę pracuję, Krzysiek też, bo sprawdza całego Defendera pod względem techniczno mechanicznym… Dokręca kilka śrubek bo zdążyły się już poluzować.
71 dzień wyprawy
Wstajemy skoro świt, a nawet wcześniej. Napchaliśmy się wczoraj lodami, w końcu stanie pod Walmartem zobowiązuje… więc w nocy trzeba było udać się za potrzebą… ALe już gdy tylko niebo zaczęło sie rozjaśniać, ruszyliśmy w kierunku osławionej podkowy, czyli Horseshoe band.
70 dzień wyprawy
Jest zbyt piękny by poświęcić mu jeden dzień, więc zostajemy w WIelkim kanionie jeszcze kolejne godziny.. Rano wstajemy, jemy śniadanie, jest całkiem rześko. Postanawiamy sobie, ze nie będziemy tyle chodzić, bo to naprawdę nie może tak być, żeby tyle łazić.
68 dzień wyprawy
Wielki dzień. Dzisiaj prysznic, mycie całego ciała. Ale to wieczorem… A na poważnie to jedziemy w kierunku Grand Canon, mijamy Flagstaff, zatrzymujemy się na niewielkie zakupy w Walmarcie i dwadzieścia kilometrów przed celem znajdujemy super miejscówkę na dziko, więc już o 14.