Wieczorem dojeżdżamy do Midland. Dowiaduję się, że to tu, w małym niepozornym domku dorastał George W. Bush. My oczywiście na Walmarcie szykujemy się do wieczornego odpoczynku. Nie trzeba mówić, że dziś jesteśmy w drodze prawie cały dzień. Rano szybkie przebudzenie. Noc była chłodna, więc wyspaliśmy się naprawdę komfortowo.
Wszystkie wpisy, których autorem jest Wiesława Rudź
57. Pierwszy dzień w Stanach Zjednoczonych
57 dzień wyprawy
Wstajemy mniej wyspani niż byśmy chcieli. Ale nie ma tragedii. Pierwsza noc w USA była całkiem znośna. Skończyły się upały, można trochę odetchnąć, ale jest przyjemne ponad 25 stopni Celsjusza. Znowu zajeżdżamy pod Wallmart, tym razem 40 km dalej.
55. Monclova czyli miasto na pustyni
55 dzień wyprawy
Rano wstajemy wściekli. W nocy nie było wody, wyłączyli pompę i susza w kranach. A była potrzebna!!!
W każdym razie wstajemy o siódmej i decydujemy by ruszyć, bo jednak trochę drogi przed nami. Upieramy się, by w poniedziałek rano przekroczyć granicę.
53. Ruszamy do San Luis Potosi
53 dzień wyprawy
Oczywiście tutuł dzisiejszego wpisu nie będzie super wiążący. To że ruszamy do San Luis Potosi to nie znaczy, że tam dojedziemy. Najpierw musimy się wydostać z Tolontongo. Nie jest to łatwe. Najpierw długo wstajemy, około 3 w nocy obudzili mnie Meksykańcy, którzy blisko zaparkowali obok nas, głośno gadając.
52. Kolejny dzień w raju
52 dzień wyprawy
Wczoraj dwie Kanadyjki, które podróżują Vanem poradziły mi żebym poszła koniecznie do La Gloria, czyli kompleksu basenów i wodospadów po drugiej stronie rzeki. Tak więc zrobiłam. Najpierw poszliśmy jeszcze z Krzyśkiem zobaczyć jeszcze raz grotę, z tym niesamowitym wodospadem wewnątrz jej.
51. Moczymy się w ciepłej rzece
51 dzień podróży
Budzimy się nad piękną wspaniałą błękitną rzeką. Widzieliśmy już ją wczoraj wieczorem. Już wczoraj wieczorem moczyliśmy się w niej, temperatura wody chyba około 32C, także bardzo przyjemnie. Rano nieśpiesznie wstajemy. Już wiemy, że będziemy tu na pewno do jutra.
46. Pomiędzy wulkanami
46 Dzień wyprawy
Wspaniały dzień dzisiaj. Rano budzimy się w miarę wyspani, około 7.00. Wstajemy, bo chcemy jak najszybciej uciec z naszego pokoju bo nie ma okna. To znaczy ma, ale taki na szyb wentylacyjny, wewnętrzny. Więc trzeba zapalać światło rano, żeby było wiadomo czy jest już jasno i która godzina… Pakujemy się szybciutko i idziemy na parking po auto.
42. Odmienne stany rzeczywistości
42 dzień wyprawy
Jest prawie 17.00 czasu meksykańskiego. Siedzę w naszym mieszkaniu i kciuki trzymam. Może się w końcu uda odebrać auto. Nerwowy dzień dziś od rana. Wczesna pobudka, ale raczej wynikająca z tego, że wcześnie się wczoraj położyliśmy. Ja od rana ćwiczenia, aktywność fizyczna jest jak najbardziej wskazana, potem prysznic, pyszny koktajl z awokado, limonek i banana.
31. Victoria Highway dopłynął
31 dzień wyprawy
Jest ogromne podekscytowanie. Wczoraj o 22 wpłynął do portu nasz statek Victoria Highway. Doczekaliśmy się. Po 6 dniach stania na redzie, tuż przed portem Veracruz. Rano zrobiłam niezwykły manewr. Poszłam jak zwykle na Malecon, zobaczyć jak tam statki się bujają w porcie, no nic, nie ma naszego… Ale potem wpadłam na świetny pomysł, by wejść do hotelu Emporio i wjechać na taras widokowy na samą górę.
24. Krewetkowe szaleństwo…
24 dzień wyprawy
Krewetki to za każdym razem mój pierwszy wybór kulinarny. Dziś na śniadanie rozdzieliliśmy się trochę. Krzysztof poszedł do knajpki na dół i zamówił sobie smażone w głębokim tłuszczu empanadas z serem. Nie powiem wyglądały apetycznie. Ale jednak powstrzymałam sie od zejścia na dół i wyczekałam jeszcze z godzinkę, aby udać się na bazarek.