Pojechaliśmy na małe zakupy na miast, ale tylko w nasze okolice. Nie chcieliśmy tracić czasu bo wciąż sporo mamy roboty… Ale nie odmówiliśmy sobie zajrzenia na plażę w Rodadero, bo dziś jest przecież pierwszy dzień otwarcia dla turystów i miejscowych. Można podobno wchodzić bez problemu.
Wszystkie wpisy, których autorem jest Wiesława Rudź
Kolumbia – Dzień 723
Dzisiejsze poranne wiadomości telewizyjne donosiły, że było jeszcze kilka incydentów w nocy w Bogocie i Medellin. Znowu napadli na jakiś autobus policyjny i nawet go spalili. Pewnie potrzeba sporo czasu zanim ludzie pójdą po rozum do głowy i nie będą niszczyć ulic i sprzętów użyteczności publicznej.
Kolumbia – Dzień 718
Odkąd zniesiono zakaz wychodzenia z domów chyba dwa tygodnie temu nie musimy już ściśle pilnować dna kiedy możemy wyjść na zakupy. Zatem pomimo że dziś czwartek, to po zajrzeniu do lodówki decydujemy że czas uzupełnić zapasy jedzeniowe. Jednak nie chce nam się za bardzo jeździć gdzieś daleko i jedziemy tylko do naszej dzielnicy.
Kolumbia – Dzień 717
Dziś znowu praca, praca, praca. Opanowało nas jakieś szaleństwo, choć z drugiej strony wcale nie jest tak, że siedzimy 18 godzin przed kompem i tłuczemy teksty. W między czasie znajdujemy chwile na oddech ;). Bo i wstajemy bez budzika, potem jemy śniadanie… i jedna kawa, druga kawa.
Kolumbia – dzień 707
Każdy poranek w Kolumbii powinien zaczynać się kolumbijska kawą. I tak właśnie robimy. Chociaż sposób parzenia kawy Kolumbijczycy mają słaby i roimy to po swojemu. Czyli w expresiku ciśnieniowym, takim trochę starawym. Ale kawa wychodzi bardzo dobra. Co prawda trochę też ją udoskonalamy, bo oboje pijemy z mlekiem i dodatkowo spienionym.
Kolumbia – Dzień 704
Pracy ciągle co niemiara, ale to chyba dlatego, że za dużo sobie na głowę wzięliśmy. Żeby sobie nie przeszkadzać, pracujemy w oddzielnych pomieszczeniach. Niektórzy nawet stosują alternatywne formy porozumiewania się, by nie zakłócać skupienia i koncentracji przy pracy. Wszak to w dużej części praca twórcza.
Kolumbia – dzień 703
Co za pokręcony dzień dzisiaj. Wstaliśmy rano i zaraz po porannej kawie zabraliśmy się do pracy. Powoli ustala się taki rytm, że pracujemy od świtu. Dziś nie było mąki i nie było zatem chleba na śniadanie. Jedliśmy późńo omlety, a wszystko przez to, że dużo pracy.
Kolumbia – Dzień 695
Dziś wszystko wraca do normy, po długim weekendzie. Wczoraj w Kolumbii znowu było jakieś święto, już nie nadążam, w każdym razie na ulicach było pusto. Dziś od rana duży rwetes, uliczni sprzedawcy owoców ciągną lub pchają swoje dwukółki, wózki z owocami, drąc się niemiłosiernie „aguacate”, albo „naranjas” albo „mandarinas”.
Kolumbia – Dzień 688
Rehabilitacja. A do południa praca, pisanie tekstów, śniadanie i takie tam różne poboczne sprawy. A później to naprawdę ćwiczenia, ćwiczenia, prądy i okłady. Na końcu moja ulubienica zakleiła mi ramię plastrami, jakimiś silnie ściągającymi i powiedziała, że to wszystko w trosce o moje mięśnie.
Kolumbia – Dzień 673
Wczoraj był piękna burza. Przyszła jakoś tak znienacka i bez fajerwerków. Dopiero później niebo zaczęły rozjaśniać błyskawice. Ale tym razem błyskało się nad morzem. Większa część nawałnicy ominęła miasto i poszła bokiem. Mogliśmy obserwować pojawiające się co chwila rozbłyski na niebie… Z zapadającym zmrokiem były coraz bardziej spektakularne!