Kolumbia – Dzień 729

Poniedziałki zwykle są pełne pracy i jest dosyć męcząco. Nie inaczej jest i dziś, bo dużo pracy się na nas zwaliło, dużo tekstów do napisania, ale może dzięki temu, jakoś nam tu życie płynie sensownie i nie mamy poczucia, że totalnie marnotrawimy czas. Rozmawialiśmy z pewnym Polakiem, który na czas kwarantanny utknął w Kartagenie. I doszliśmy do wniosku, że bycie samemu w takim dosyć trudnym czasie pandemii, i nie „skuszenie” się na powrót do domu, do Polski, wymaga naprawdę dużo jakiegoś samozaparcia.

Z drugiej strony, jak ktoś jest sam i go zatrzyma taka pandemia i kwarantanna, to naprawdę można dostać do głowy, jeśli się nie ma codziennych, rytmicznych zajęć. Dużo pomaga, jeśli się jest we dwoje, lub w jakiejś grupie. Znamy takie osoby, które przeczekują tą pandemię, ale są (czy też były) w większej grupie, mają zaplecze finansowe i po prostu czekają, aby móc kontynuować podróż. W sumie tak jak my. Pracujemy, dzięki temu budżet na podróż się już nie uszczupla, jak to było na początku kwarantanny, a do tego wszystkiego mamy takie wrażenie, że czas jakby przyspieszył, że gna jak nienormalny.

Może to i dobrze, bo przybliża nas to do wyjazdu (jeszcze nie zaplanowanego do końca), do podróżowania, do powrotu do naszego ulubionego stylu życia.

Ech.. wróćmy do pracy.. dosyć tej bazgraniny na dziś.

A jak już będziemy mieli dosyć pisaniny, to znowu się zalogujemy i zarezerwujemy na stronie Santa Marta playas, miejsce na plaży…

Dzień siedemset dwudziesty dziewiąty – 21.09.2020

————————