Archiwum kategorii: Meksyk

856. Na Playas fajnie jest

856 dzień wyprawy

Kolejny dzień jesteśmy na Playas. trochę głośniej w nocy niż niż na Punta Azul, ale nie jest tragicznie. W sumie nawet się wysypiamy. Dzień jest nawet fajny, spacery z psami po plaży, gotuję parę rzeczy Krrzysiek już na diecie, bierze tabletki także trzeba zwracać wiekszą uwagę na to, co je, żeby to Sibo wyleczyć.

855. Biwakujemy na Playas

855 dzień wyprawy

Postanowiliśmy, że od poniedziałku wieczorem do soboty przenosimy się na Playas, aby dopilnować parę rzeczy. I tak ma być. Dzięki temu jest dużo czasu na spacery z psami, ogólne zajmowanie się różnymi rzeczami, na przykład ćwiczenia i takie tam przyjemnosci.

854. Kolejny tydzień czas zacząć

854 dzień wyprawy

I zaczęło się. Rano rynek, niewiele się dzieje, wieczorem jedziemy na Playas. Czas dopilnować paru spraw by móc pewne rzeczy popchnąć do przodu. Cały czas szukamy przyczepki, ale ciągle bez skutecznie. Nie ma.

Playas de Tijuana? To miejsce, gdzie dzień zaczynasz od tacos z rybą, a kończysz, siedząc na murze granicznym i słuchając mariachi, który gra na przekór wszystkim urzędnikom imigracyjnym świata.

852. Sobotnie poruszenie

852 dzień wyprawy

Meksykanie to osobny świat. Kolorowy, głośny, chaotyczny. Z jednej strony potrafią być serdeczni i pomocni, z drugiej – czasem mam wrażenie, że logika zostaje w domu, a na budowie, ulicach czy sklepach rządzi… improwizacja. I to nie ta dobra, artystyczna – tylko taka, że łapiesz się za głowę, bo nikt nic nie notuje, wszystko „jakoś będzie”, a jak się zawali, to dopiero się zobaczy.

848. Wylot do Meksyku

848 dzień wyprawy

Budzimy się rano blisko lotniska. Zwyczajem stało się już, że w przeddzień wylotu nocujemy u Wiesi i Daniela. Tak samo jest też i tym razem. Przyjeżdżamy do nich w poniedziałek wieczorem, jemy pyszny obiad (uwielbiam tą kiszoną przez Wiesławę kapustę), obżeramy się lodami i spędzamy super czas.