531 dzień wyprawy
Powoli staje się to tradycją, że w niedzielę pucujemy auto po pisakach Playas de Tijuana. Nie wiem jak to zrobić, ale tam jest tyle pyłu i piachu, że całe nasze auto przypomina samo siebie jakby jechało w piaskach pustyni Mojave.
531 dzień wyprawy
Powoli staje się to tradycją, że w niedzielę pucujemy auto po pisakach Playas de Tijuana. Nie wiem jak to zrobić, ale tam jest tyle pyłu i piachu, że całe nasze auto przypomina samo siebie jakby jechało w piaskach pustyni Mojave.
530 dzień wyprawy
Soboty wydają się krótsze, szybciej jesteśmy w domu, teoretycznie mamy odpoczynek. W praktyce dużo jeszcze tematów do obgadania także i tak cały czas głowa zajęta myśleniem o domu na Playas de Tijuana.
Dzień za dniem, ale jest nadzieja.
529 dzień wyprawy
Wczoraj już byliśmy padnięci i nic sobie nie przygotowaliśmy na obiad. Zdecydowaliśmy więc, że dzisiaj pójdziemy na obiad w Playas. Krzysztof musi jeść regularnie, także nie ma to tamto.
Wybraliśmy miejsce, gdzie chodzą lokalni, jest dużo ludzi w tym tutejsi Amisze.
528 dzień podróży
Nie ma kuchni meksykańskiej bez tortilli. Okrągłe placki, o średnicy około 18-20 cm, można spotkać przy każdym posiłku. To trochę jak chleb w naszym kraju. Co poniektórzy są przyzwyczajeni do niego bardzo, mało tego, nie wyobrażają sobie bez niego życia.
527 dzień podróży
Kuchnia meksykańska jest dosyć różnorodna, choć czasem, dla niektórych może się wydawać bardzo monotematyczna, bo tylko tacos, enchilady, burritos czy owoce morza. Trzeba pamiętać, że Meksyk to naprawdę wielki kraj, o powierzchni prawie 2 miliony km 2, a dokładniej 1.973.000
526 dzień podróży
Co tu dużo mówić, takie wtorki to ja lubię. Rano wyekspediowałam męża na Playas, potem kawka, potem intensywne ćwiczenia. Przerzuciłam się na turbo spalanie, ale i tak robię tylko pół programu, bo więcej po prostu nie mam siły.
525 dzień wyprawy
I znowu nowy tydzień. W poniedziałki tradycyjnie w Playas de Tijuana jest targ uliczny. Przez ponad dwa kilometry po obu stronach ulicy ciągną się tymczasowe stoiska, na których sprzedają może śmieci. Oprócz paru stoisk z warzywami i owocami, a także ze sprzętem mechaniczno elektrycznym na potrzeby majsterkowania czy budowania, reszta kramów to ciuchy, często używane, i tak zwane mydło i powidło..
524 dzień wyprawy
Niedziele są urocze ostatnimi czasy. Niby długo śpimy, ale to nie do końca prawda. Po prostu nie zrywamy się z łóżka, tylko polegujemy trochę dłużej. Potem kawa (Krzysiek siemię), potem śniadanie, a ja ćwiczenia. Intensywnie kiler niedzielny z Ewą Chodakowską, potem już same przyjemności.
523 dzień wyprawy
Soboty sa też bardzo wyczerpujące, bo do 12 robota wre, potem szybka wypłata dla wszystkich ludzi i powrót do domu. Aaaa i jeszcze do ferreteria trzeba podjechać i uregulować należności. Tam znowu z pół godziny rozmów, żeby ustalić co będziemy i jak potrzebować w przyszłym tygodniu.
522 dzień wyprawy
Cały dzień palące słońce. A czasem aż trudno się schować bo nie ma gdzie. Odwiedziliśmy dziś na pół godziny Rosjan, którzy mieszkają blisko budowy. Tak, trochę z ciekawości, trochę dla towarzystwa, trochę dla konwersacji po angielsku, a nie ciągle po hiszpańsku, czy polsku…
Ciekawe..